czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 5

Zoe’s POV
Byłam cała mokra. Włosy przylepiały mi się do twarzy, a serce biło jak oszalałe. Nienawidziłam jego. Tego co mi kiedyś zrobił. Odbijało się to na mnie i miałam wrażenie, że nigdy się nie skończy. Był potworem, którym gardziłam. Naprawdę nie znałam gorszego człowieka niż on.
- Ciii, już dobrze. – Ręka cioci gładziła mnie po plecach.
Łzy spływające po mojej twarzy nie miały końca. Zaś mój szloch za pewne był wyraźny na drugim końcu korytarza. Nie chciałam takiego zamieszania, ale co ja mogłam zrobić? Mój krzyk był niekontrolowany, a sen za bardzo rzeczywisty.
- Połknij to. – Alyssa podała mi tabletkę. Świetnie, ją też obudziłam.
- Połóż się teraz skarbie. – Kobieta odsunęła się ode mnie, aby zrobić miejsce. – Tabletki ci pomogą.
- Nie chce…nie chce być sama. – Szepnęłam.
- Oczywiście, że nie będziesz. – Położyła się obok. – Wiesz, że możesz na mnie liczyć.
- Na nas. – Ciocia złapała mnie za rękę. – Możesz liczyć na nas Zoe i dobrze o tym wiesz.
~*~
Obudził mnie krzyk. Zerwałam się z łóżka i stałam zdezorientowana. Zegarek wskazywał godzinę czternastą, a brunetki nie było już w łóżku. Znowu ten wrzask i śmiech w jednym. Założyłam na siebie szlafrok i wyszłam z pokoju. Byłam ciekawa, kto ma tak piskliwy głos.
- Nigdy nic nie mówisz, tylko tu wpadasz.
- Też się cieszę, że ciebie widzę. – Po samym głosie widziałam, kim jest ta tajemnicza osoba.
- Zack! – Rzuciłam się na niego. – Jak dobrze cię widzieć.
- Chociaż ty się cieszysz. – Przytulił mnie mocniej.
- Tak w ogóle to co tu robisz? – Jak zwykle ciekawska.
- Musze coś załatwić. – Odsunął się ode mnie. – Ale nie martwicie się wyjadę, zanim się zorientujecie.
- Zack! Jestem gotowa, możemy jechać! – Ciocia weszła do pomieszczenia, a na jej twarzy widniał niepokój.
- Wszystko w porządku skarbie? – Spojrzała na mnie z troską.
- Tak.
- Wrócimy wieczorem. Na stole leżą pieniądze, zamówcie coś do jedzenia. – Widziałam jak trzęsły jej się dłonie. – Naprawdę musimy już jechać.
Patrzyłyśmy jak wychodzą. Nie miałam pojęcia dokąd ani po co. Właściwie to musiało być to bardzo ważne. Zack był niedawno w Londynie, więc to było dziwne, że znowu tu przyjechał. Przecież to była długa droga.
- Coś mi tu śmierdzi, przecież mogła poczekać na ojca. Wraca za dwa dni. – Usiadła na fotelu.
- Może chodzi o twojego brata?
- Nie, na pewno nie. On się w ogóle nie denerwował… Widziałaś jej ręce?
- Tak, ale na pewno to nic wielkiego.
Nie miałam ochoty na nic, ale z tego co mi świtało w głowie niedługo miał przyjść Niall. Najchętniej bym go nie wpuściła, tak po prostu o tym zapomniała. Tylko to nie było możliwe, on nie odpuszczał. Znając życie, gdyby nie dzisiaj – przełożyłby to na jutro. Zaś ja nie miałam ochoty marnować niedzieli na naukę.
Musiałam w końcu wziąć się w garść i przebrać. Nie mogłam siedzieć w takim stroju i otworzyć z wielkim uśmiechem na twarzy jemu drzwi. To by było…niesmaczne.
- Dzisiaj mają być spadające gwiazdy. – Usłyszałam, kiedy szczotkowałam zęby. – Idę z Jamesem na randkę.
- To wspaniale. – Wybełkotałam.
- I będę spać u niego! – Krzyczała dalej.
- Super! – Wrzasnęłam jeszcze głośniej.
- No to jak wyglądam? – Stanęła w progu. Miała na sobie czarne rajstopy, lity i śliczną granatową sukienkę. Naprawdę wyglądała dobrze.
- Świetnie. – Uśmiechnęłam się. – Wychodzisz teraz?
- Tak jakby.
Zaczęła schodzić na dół, a ja ją obserwowałam. Każdy jej drobiazgowy ruch i tą gracje. Była naprawdę ładną dziewczyną. Ciekawe czemu akurat wybrała takiego idiotę jak James. Może i był przystojny, ale głupi jak but. Niezbyt go lubiłam, ale to szczegół.
- Twój kujon jest. – Zaśmiała się.
- Co? – Spytałam zdezorientowana.
- No ten Niall przyjechał, czy jak mu tam.
- Ah, tak. – Na samą myśl o matematyce robiło mi się niedobrze. Tak bardzo nie chciałam się uczyć, zwłaszcza po dzisiejszej nocy.
Zanim zdążyłam dojść do drzwi, kuzynka poszła do samochodu. Zaś przede mną stał blondyn. Grzecznie się ze mną przywitał i wszedł do ciepłego pomieszczenia. Wyglądał dobrze, nawet bardzo. Włosy w dalszym ciągu opadały mu na czoło, a okulary były zaparowane. Miał w sobie coś innego, co dostrzegłam, kiedy ściągnął kurtkę. Po raz pierwszy widziałam go w sportowej bluzie. Granatowa, z wielkim, przekreślonym napisem „Mon Day”. Nigdy nie gustowałam w tego typu ubiorze, ale ona wydawała się…ciepła? Co ja gadałam…
- Myślę, że dzisiaj powtórzymy to, co do tej pory zrobiliśmy. – Jego głos był ponury. Najwidoczniej nie tylko ja mam zły dzień.
- W porządku.
Nie uśmiechał się, nie żartował. Jego głos był cichy i nie wyraźny. Cały czas utrzymywał powagę, co mnie nieco zdziwiło. Nagle stało się coś dziwnego. Chłopak podwinął rękawy bluzy, a na jego ręku widniały siniaki. Wielkie i świeże. Zauważył, że mu się przypatruje i szybko je zakrył. Byłam ciekawa co mu się stało. Nie wyglądał na takiego z problemami. Zresztą nikt nie wygląda. Nawet w idealnej rodzinie coś się dzieje. Chciałam zapytać, ale bałam się…odrzucenia.
Przebrnęliśmy przez to wszystko w dwadzieścia minut. Minęło szybko, a ja się cieszyłam. Mój brzuch również, bo to oznaczało zjedzenie czegoś. Strasznie burczało mi w brzuchu.
- Powinnaś coś zjeść. - Spojrzał na mój brzuch.
- Zamierzam coś zamówić. – Uśmiechnęłam się. – Może zjesz ze mną? W ramach rewanżu za tamta pizze.
- Brzmi dobrze. – Ziewnął. – Co chciałaś zamówić?
- Mam ochotę na zapiekankę z makaronem. – Rozmarzyłam się.
- W takim razie zróbmy ją sami.
- Umiesz gotować? – Zrobiłam wielkie oczy.
- Co w tym dziwnego? – Wyglądał na urażonego.
- Nie, ja…tylko.
- W porządku. – Zaśmiał się. – Jak byłem mały dużo chorowałem, a mama nauczyła mnie tego i owego.
- Oh. – Tylko tyle byłam w stanie wydusić. Mama nauczyła go gotować…To miłe z jej strony, prawda? Jednak trochę to mnie przerażało. Niall nie interesował się kreskówkami, ani zabawkami? Wolał przesiadywać w kuchni z mamą, no cóż. Każdy ma swoje hobby.
- To jak?
- Ja będę tylko patrzeć. – Wstałam z miejsca. – Mam dwie lewe ręce, ostatnio na przykład musieliśmy wyrzucić czajnik. Woda się wygotowała, a ja całkiem o niej zapomniałam.
- Każdemu się zdarza. – Zaśmiał się, a ja do niego dołączyłam.
- To od czego zaczynamy? – Spoważniałam.
- Na początek musimy przygotować składniki.
Z zaciekawieniem patrzyłam na jego każdy ruch. Opierałam głowę o dłonie i obserwowałam jak gotuje. Było to o wiele lepsze niż w tych programach kulinarnych. Za każdym razem, kiedy coś powiedział śmialiśmy się jak głupi. Pokroiłam marchewkę i nawet się nie skaleczyłam. Trwało to dosyć długo, ale chłopak był cierpliwy.
- I tak oto nasza zapiekanka ląduje w piekarniku. – Wyszczerzył swoje białe ząbki.
- Brawo! – Zachichotałam. – Mam nadzieje, że będzie dosyć szybko. Jestem strasznie głodna.
- Masz uroczy śmiech. – Jego głos był ledwie słyszalny.
- Dziękuje. – Odpowiedziałam pewnie. – Ty też jesteś całkiem, miłym facetem.
- Ehmm…lepiej tutaj posprzątajmy.
Zrobiliśmy tak jak powiedział, a po dwudziestu minutach czekania, udało się. Stała na stole i pięknie pachniała. Blondyn nałożył każdemu z nas taką samą porcje i zaczęliśmy jeść. Musiałam przyznać, że była o niebo lepsza niż zapiekanka cioci.
- To jest genialne. – Zachwycałam się na każdym kroku. – Naprawdę.
- To nic takiego. – Jak zwykle skromny.
- Umiesz coś lepszego? – Zachowywałam się dziwnie, nawet bardzo. Kim ja byłam?
- Zależy kto co lubi. – Uśmiechnął się.
- Masz coś… - Zbliżyłam się do niego i kciukiem przetarłam jego podbródek. Miał na nim resztki sosu. Uśmiechnął się i spojrzał prosto w moje oczy. Wydawał się zagubiony, jakby nie wiedział czego chce.
- Yhmm…- Odsunął się. – Powinienem już iść.
- Coś się stało?
- Nie. Przypomniałem sobie…po prostu muszę iść.
- Oh…okej. – To tyle co byłam w stanie powiedzieć. – Kiedy się spotkamy? Wiesz, na naukę.
- W poniedziałek będzie dobrze?
- Jasne. – Uśmiechnęłam się.
Niall’s POV
Kiedy zbliżyła się do mnie, na tak małą odległość, poczułem coś dziwnego. Serce zabiło mi mocniej, a mój umysł myślał nieracjonalnie. Jej oczy były inne niż zazwyczaj, przynajmniej tak mi się wydawało. Patrzyłem na nie z zaciekawieniem, ale po chwili poczułem się niezręcznie. Musiałem stamtąd wyjść i się przewietrzyć. Była tym zdziwiona, ale nic nie mogłem na to poradzić. Nie mogłem jej tego racjonalnie wyjaśnić, skoro sam nie potrafiłem zrobić tego w swojej głowie.
Po powrocie do domu musiałem się odprężyć. Zrobić coś, dzięki czemu oderwę się od rzeczywistości. Potrzebowałem ucieczki, a tylko jedna rzecz mi na to pozwalała. Ściągnąłem te wielkiego okulary, a do moich oczu włożyłem soczewki.
- Od razu lepiej. – Odetchnąłem.
To prawda, wyglądałem zupełnie inaczej. Jednak nie chodziło o to, tylko o wygodę. Na zwykły biały T-shirt narzuciłem moją ulubioną kurtkę. Wyglądała jak nowa, a należała jeszcze do mojego dziadka. Byłem dumny, że mogę ją nosić.
- Dlaczego na co dzień tak nie wyglądasz? – Usłyszałem głos brata. – Wyglądasz o niebo lepiej.
- Założyłem stara kurtkę i nie mam okularów. Przecież to nic wielkiego.
- Założymy się, że coś wielkiego? – Zaśmiał się. – Nie wyglądasz jak kujon Niall. Przypominasz tych fajnych kolesi z ostatnich klas. Wiesz o co mi chodzi?
- Powiedzmy. – Burknąłem.
- Jeszcze zrób tak. – Potargał swoje włosy, a następnie kiwnął w moją stronę. Dlaczego miałem to zrobić?
- No nie wiem… - Skrzywiłem się.
- Zawsze marudzisz.
- Bo zawsze masz idiotyczne pomysły.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, nie miałem już opadających włosów na czoło. Były rozczochrane i na pewno wyglądały strasznie. Jednak wiedziałem, że niedługo wrócą do swojego dawnego wyglądu.
- Teraz mogę cię umówić z moimi koleżankami. – Greg Poruszał brwiami.
Nie miałem zamiaru dalej z nim rozmawiać. Zszedłem mu z drogi i udałem się w stronę garażu. Jak zwykle stał na swoim miejscu. Czysty i lśniący. Teraz musiałem go odpalić i po prostu stąd odjechać. Chociaż na chwilę.
Zoe’s POV  
Po kilku dniach moje życie nadal się ciągnęło. Były lekcje z Niallem i spotkania z Zaynem.
- Zoe! – Automatycznie się odwróciłam. – Idziesz z nami na lunch?
- Tak jak wszyscy, Dylan. – Jego ręka znalazła się na moich plecach. Szliśmy przez cały korytarz w objęciach, jak nigdy nic.
- Wszyscy idą dzisiaj do mnie. Zrobimy małą imprezkę.
- Super.
- Oczywiście jesteś zaproszona i mam nadzieje, że przyjdziesz.
Nie mogłam mu odmówić, zezłościłby się…chyba. Po za tym i tak nie miałam nic lepszego do roboty. Nauka mi nie uciekała, więc zdecydowanie mogłam iść.
Na stołówce, jak zwykle panował nieład i nieporządek. Wszyscy ze sobą rozmawiali, co powodowały wielki chaos. Nie lubiłam tego, ale przecież sama tutaj plotkowałam. To było jedyne miejsce w szkole, w którym mogliśmy się spotkać całą paczką. Jedliśmy posiłek zawsze o tej samej porze i każdemu to pasowało.
Nigdy nie musiałam stać w kolejce, co było wielkim plusem. Inni się denerwowali, ale miałam to gdzieś. Ważne, że dostałam swoje obrzydliwe jedzenie wcześniej od wszystkich.
- Więc co my tu mamy. – Jedna z bliźniaczek zajęła miejsce obok mnie. – Kasza z dziwnym sosem i banan. Fuj!
- Jest dobre.
Nie, nie było. Sos smakował…w ogóle nie smakował. Jedynie mogłam zjeść banana, swojego i Liz. Ona za owoce uznawała tylko brzoskwinie i truskawki. Innych nie jadała. Tak, wiem - dziwna.
Mój telefon zawibrował. Na ekranie pojawiła się nowa wiadomość. Od Nialla? Byłam zaskoczona.
*Moja zapiekanka była lepsza?*
*Nawet jej nie porównuj.*
*Tylko się pytam. :)*

Rozejrzałam się po pomieszczeniu, ale nigdzie nie mogłam do dostrzec. Może nie jadał na stołówce? Jeśli nie chciał się zatruć, to zdecydowanie robił dobrze.
*Gdzie jesteś?*
Wysłałam mu wiadomość i z niecierpliwością czekałam aż odpisze. Nie obchodziło mnie to, ale po prostu chciałam wiedzieć. Zjadłam banana i wsłuchałam się w mało ciekawą rozmowę Dylana. Jak zwykle gadał o dziewczynach, które siedziały tuż obok. Uśmiechały się do niego i chichotały.
*W domu, jestem chory.*
*To skąd wiesz, co jemy?*
*Liam.*
*Ah, tak. :)*
Moja konwersacja z nim była dziwna, ale nie miałam pojęcia o co mam pytać. Jak się czuje? Może to było pytanie, które powinnam zadać. Oh, dlaczego ja o tym myślę? Powinnam się skupić na dzisiejszym wyjściu i jak przekonać do niego ciotkę.
~*~
Projekt z fizyki wydawał się najłatwiejszą wymówką. Lee potwierdziła moją wymówkę i obie zdecydowałyśmy, że to u niej będę spać. Było to prawdą, w połowie. Po kilku godzinach imprezowania miałam zamiar się wyspać, chociaż trochę. W końcu o dziesiątej zaczynałam zajęcia.
- Mam nadzieje, że nie zaprosił dużo ludzi.
- Z tego co wiem ma być nasza paczka i kilka dziewczyn.
- Oby nie Sussie.
- Tego nie byłabym taka pewna. Widziałam jak z nią rozmawiał.
- Nie! – Krzyknęłam. – Tylko nie ona.
- Spokojnie. – Zaśmiała się. – Zajmiesz się Zaynem, a ona będzie się złościć.
Po dwudziestu minutach jazdy, byłyśmy na miejscu. Dom Dylana był nieco mniejszy od posiadłości Nialla, ale również wzbudzał zachwyt. Otworzył nam gospodarz i zaprosił do środka. Z tego co było wiadomo, byłyśmy już ostatnimi gośćmi. Ściągnęłam kurtkę i czym prędzej skierowałam się do salonu. Miałam nadzieje, że jej tam nie będzie.
- Hej. – Zayn wstał z kanapy i namiętnie mnie przywitał. Jego usta smakowały wiśnią. Na pewno zaczęli pić bez nas. Zresztą jak zwykle.
- Cześć Zoe. – Głos Louisa wyrwał mnie z myśli.
- Hej! – Odpowiedziałam.
- Nie sądziłem, że przyjdziesz. – Na jego twarzy panował dziwny grymas. Nie chciał, abym tutaj była? Nawet się do mnie nie uśmiechnął, więc może nie.
- Dylan ją zaprosił. – Mulat objął mnie w pasie. – Tak jak wszystkich.
- Taa. – Spojrzał na nas ze złością i tak po prostu wstał i wyszedł. Auć.
- O co mu chodziło? – Zwróciłam się do chłopaka. – Jest na mnie zły?
- Pokłócił się ze swoją dziewczyną i ma zły dzień. – Jego usta musnęły moje. – Nie przejmuj się nim.
Zayn wrócił do przyjaciół, a ja zostałam sama. Napiłam się drinka i tak po prostu podpierałam ściany. Wszyscy wydawali się zajęci i nie chciałam im przeszkadzać. Zaś Lee gdzieś wcięło, nie miałam pojęcia gdzie poszła.
*Jak impreza?*
Po przeczytaniu wiadomości na mojej twarzy pojawił się mały uśmieszek. Powiedziałam Niallowi, że się tutaj wybieram. Jednak nie sądziłam, że będzie ciekawy jak się bawię.
*Chyba mnie tu nie chcą.*
Napisałam mu prawdę, tak się czułam.
*Myślałem, że cię zaprosili.*
*Tak, ale wszyscy są zajęci sobą, nikt się mną nie przejmuje.*
*Znam to.*

I co miałam mu odpisać? „Współczuje”? Nie, to nie miało najmniejszego sensu.
*Jak się czujesz? Lepiej?*
*Tak, gorączka spada. Dzięki.*
*Odwiedzę cię jutro.*
*I tak byliśmy umówieni. :) Mamy zrobić dwa tematy.*
*Jesteś chory, nie możesz się przemęczać. Po za tym mówiłeś, że jesteśmy do przodu. Więc dam ci wolne.*
*Naprawdę ci dziękuje! Nie wiem co bym bez ciebie zrobił.*
*Czy to był sarkazm?*
- Z kim tak piszesz? – Na przeciwko mnie stał Zayn.
- Z Alyssą. - Skłamałam
- Strasznie szczerzysz się do tego ekranu. – Uśmiechnął się. – Chodź do nas, jutro pogadacie.
- Tak, tylko odczytam co napisała.
- Czekam.
*Zgaduj, Zoe.*
*Jesteś okropny! :)
Do jutra, Niall!*
Schowałam telefon do kieszeni i poszłam w stronę kanapy. Kilka osób rozmawiało o piłce nożnej, a dziewczyny podniecały się zawodnikami. Zaś ja byłam bardzo daleko stąd. Myślałam o jutrzejszym dniu. 

~~~~
Kolejny 10 we wtorek :)
Ps. Możecie dodać się do obserwatorów po prawej stronie :)

7 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :) @Little1Lies

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow,super :) Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh, coraz bardziej mi się podoba :D Postać Zayna jest swietna, a Niall... coraz bardziej mnie ciekawi jego historia ;) Fajnie, ze Zoe sie do niego przekonuje! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudo! Rozpływam się czytając to opowiadanie. Jest takie... odprężające :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  6. Twój blog został właśnie dodany do Katalogowego Świata

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń