Zoe's POV
W drodze do domu myślałam tylko o gorącym prysznicu, który pomoże mi się odprężyć. Jednak po przekroczeniu progu, wszystko odeszło w niepamięć. Znalazłam się w dziwnym położeniu, którego nie do końca rozumiałam. W salonie siedział wujek, który popijał herbatkę razem z ciotką i ich znajomym. Mieli grobowe miny.
- Czekaliśmy na ciebie - powiedziała, widząc mnie.
- Musimy porozmawiać, Zoe i to nie będzie przyjemna rozmowa - dołączył się wujek.
- Pamiętasz o tym, że twój ojciec wstąpił do sądu o opiekę nad tobą?
Ciocia próbowała być ostrożna. Zbliżała się do mnie, aby w razie czego móc mnie uspokoić, czułam to. Zerknęłam na nią, a potem raptownie na mężczyznę, który wpatrywał się w moją osobę. Przełknął ślinę, jakby w gardle miał wielką gulę. Ciotka przedstawiała go jako prawnika, ale dlaczego przychodził do nas tak często i wtrącał się w prywatne rozmowy? To nie tak powinno wyglądać.
- Tak - potwierdziłam. - Ale pan to zatrzyma, prawda?
- Słucham? - spytał zmieszany.
- Jest pan po to, aby nam pomóc, tak?
- Jestem tutaj, aby pomóc tobie - odpowiedział pewniej. - Zoe, to ja jestem twoim ojcem.
Zamarłam. Wszystkie cząsteczki w moim ciele unieruchomiły się. Wpatrywałam się w jeden punkt i nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Facet, który udawał kogoś innego, nagle oświadcza, że jest moim ojcem.
- Żarty sobie robicie? To nie możliwe, przecież...
- Zoe, wysłuchaj mnie.
- Jestem twoim ojcem i chce Ci pomóc.
Nie zamierzałam uciekać, nie tym razem. Wzięłam głęboki wdech i usiadłam na wolnym miejscu. Sądząc po minach ich wszystkich, mogłam stwierdzić, że nie takiego zachowania się spodziewali. Cóż ja też nie.
- Pomóc? A gdzie byłeś przez całe moje życie, tato?
- To nie tak, że nie chciałem, abyś była częścią mojego życia. Gdybym wiedział o twoim istnieniu nie wyjechałbym.
- Więc chcesz mi powiedzieć, że zostawiłeś moją matkę? Zostawiłeś nas?
- Nie wiedziałem, że Beth jest w ciąży, uwierz.
- Nie ufam ludziom, których nie znam - parsknęłam. - Co się zmieniło, że tu jesteś?
- Chcę, aby moja córka miała przed sobą przyszłość. Wiem o wszystkim Zoe, wiem o nim i o tym jak was traktował.
Chciał wstać ze swojego miejsca i jak gdyby nigdy nic podejść do zaginionej córki. Mięśnie na jego twarzy spinały się, a kropelki potu zataczały na czole. Był spięty i zdenerwowany. Ale nie obchodziło mnie to.
- Powinieneś użyć czasu teraźniejszego, on dalej nas tak traktuje. Tylko może w nieco inny sposób - warknęłam.
- A ja chce znaleźć z tego wyjście. Wchodzisz w to?
- Mówiłam już, nie ufam Ci.
- Zobaczysz matkę - powiedział dość cicho. - Zobaczysz ją jutro, jeśli mi pomożesz.
***
Na spierzchniętych ustach znalazła się lekko różowa pomadka, a kości policzkowe zostały przykryte różem. Włosy lekko pokręcone, spadały kaskadami na podartą koszulkę, której użyczyła mi Sarah.
- Będziesz wyglądać jak milion dolarów - skomentowała Liz. - Przepięknie.
Siedziałyśmy w jej mieszkaniu szykując się na bal, który tak właściwie miał zakończyć wszystko. Cóż, każdy miał inne pojęcie na znaczenie tego słowa. Dla niektórych rozdział w ich życiu właśnie się otwierał, a dla innych zamykał z drugiej strony. Nie miałam pojęcia, jak on wpłynie na moje życie, ale wiedziałam że wszystko skomplikuje. Poprawka - ja wszystko skomplikuje.
Bałam się tego wieczoru bardziej niż czegokolwiek w swoim życiu, ale musiałam udawać. Musiałam zrobić wszystko by dać mu szczęście na które tak na prawdę zasługuje. A jedynym sposobem była współpraca z człowiekiem, którego oboje nienawidziliśmy.
- Ziemia do Zoe - odezwała się po raz kolejny Liz. - Pomożesz mi w końcu wybrać ten naszyjnik? Nie mam pojęcia, który założyć.
- Krótszy - podsumowałam szybko.
- W sumie...
I znów się odcięłam. Siedziałam wpatrzona w nasze sukienki i z każdą sekundą myślałam o tym, co mam niedługo zrobić. Zamiast cieszyć się tym wszystkim znów przejmowałam się sobą. Idiotka.
*kilka dni wcześniej*
To dziwne uczucie rozsadzało mnie od środka. Brzuch zaciskał się w mocny węzeł i z trudem puszczał. Przed oczami miałam jego, leżącego obok mnie. Z wyrafinowanym uśmiechem na twarzy i błyskiem w oku, którego nie mogłam rozpracować. A potem zjawiał się on - Niall. Rozglądał się dookoła pomieszczenia, a przez jego gardło przechodziła wielka gula, którą z trudem połykał. Chciałam się odezwać, powiedzieć cokolwiek, ale on patrzył na mnie z bólem, którego nie mogłam sobie wyobrazić. Próbowałam wstać, zbliżyć się do niego, ale przeszkadzała mi niewidzialna ściana, która zwężała się z każdym moim oddechem.
Siedziałam w miejscu, którego nie znałam. Piłam ciemną kawę bez mleka, której nie lubiłam i wpatrywałam się w ścianę która powinna być biała. Robiłam coś czego nienawidziłam. A mianowicie wykonywałam czyjeś rozkazy. Nieznajomy mi chłopak kazał mi przyjść do baru, aby omówić szczegóły dotyczące naszej dwójki. Nie chciałam. Jednak on wiedział w jaki sposób mnie przekonać. On znał Nialla.
Było grubo po północy, a w tym miejscu było jeszcze obleśniej niż w jakimkolwiek mi znanym. Kiedy tylko podnosiłam wzrok, nieznajomy facet z naprzeciwka wpatrywał się we mnie i szczerzył jak durny. Był obrzydliwy, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Po prostu siedziałam i czekałam na idiotę, który zaciągnął mnie do łóżka.
I stało się, drzwi raptownie się otworzyły. Kelnerka zerknęła w ich stronę, a potem uśmiechnęła się pod nosem, dając mi do zrozumienia, że go zna. Wysokiej postury i z uśmiechem na twarzy wszedł do środka. Był ubrany na czarno, jego kurtka była skórzana i wyglądała na drogą. Zbliżał się w moją stronę z kaskiem w jednej dłoni. Nie odrywał wzroku, a potem uśmiechnął się, jak w moich myślach. Bezczelny.
- Cześć kochanie - jego głos przyprawił mnie o mdłości. Usiadł na przeciwko, kładąc kask obok siebie, a potem położył dłonie na blacie i znów się odezwał. - Chyba nie muszę się przedstawiać.
- Feliks - syknęłam.
*teraźniejszość*
Widziałam jaki był podekscytowany. Jego uśmiech mówił sam za siebie, ale on jeszcze nie wiedział o najgorszym. Cieszył się z tego wszystkiego nie będąc świadomym niczego.
Niall ściskał moją dłoń przez całą drogę do szkoły. Nie odzywał się za dużo, a jego wzrok skupiony był na innych. Nawet Harry wyglądał na normalnego ucznia. Ubrany w smoking dotrzymywał towarzystwa Sarah. Zaś Liam starał się trzymać na dystans i ograniczał się do krótkich spojrzeń rzuconych w moją stronę. Nie dziwiłam się. Także siebie nienawidziłam.
Kiedy wszyscy znaleźliśmy się przed szkołą mogliśmy usłyszeć muzykę, która ulatniała się ze szkolnych murów.
- Więc... - zaczął Styles. - Kończycie szkołę.
- A to ostatni czas na zabawę - uśmiechnęła się Sarah i upiła łyk wódki, którą jej "przyjaciel" przyniósł. Nie do końca wiedzieli na czym stoją, a przynajmniej tak mówili. Byłam bardziej tego zdania, że oboje nie chcieli się do tego przyznać. Do uczucia, które między nimi było.
- Mam nadzieję, że zapamiętacie tą noc do końca życia.
Zbliżaliśmy się do wejścia, ale blondyn w ostatnim momencie zatrzymał się. Chciał się przejść, jakby to wszystko było nie istotne. Szliśmy w ciszy, aż do szkolnego boiska. Pociągnął mnie na środek murawy, a potem lekko się uśmiechnął. Był uroczy.
- To niesamowite - szepnął.
- Co takiego?
- Jestem tu - ścisnął moją dłoń. - Ty tu jesteś...
- Jesteśmy razem.
Swoje ręce zarzuciłam na jego ramiona. On zaś przyciągnął mnie bliżej siebie. Staliśmy i wpatrywaliśmy się w swoje oczy na szkolnej murawie. Wszystkie światła były zwrócone na naszą dwójkę, a świat przez chwilę się zatrzymał. I to tylko ze względu na nas. Jakby chciał dać nam czas, którego mieliśmy coraz mniej.
- Kocham Cię - powiedziałam drżącym głosem, a pojedyncza łza spłynęła po policzku.
- Więc dlaczego płaczesz?
- Bo wiem, że możesz powiedzieć to samo - uśmiechnęłam się. - Możesz wyznać mi to co czujesz, a ja będę pewna, że jest to najsilniejsze uczucie jakiego kiedykolwiek doznałam od drugiej osoby.
Jego usta zetknęły się z moimi. Nie pocałował mnie namiętnie, ale zrobił to z czułością. I właśnie za to go kochałam.
*kilka dni wcześniej*
- Jeśli masz na myśli Feliksa, który nie przepada za Niallem, to tak. Jestem właśnie nim.
Nie odrywał ode mnie wzorku, ani śnił. Szczerzył się sam do siebie, a jego dłonie spokojnie leżały na przeciwko moich. Zachowywał się, jak normalnie człowiek by się zachowywał. Tyle, że to nie była zwykła sytuacja. On czegoś ode mnie chciał, a ja w głębi duszy miałam wrażenie, że to zniszczy mi życie.
- To jakiś pieprzony żart.
Przeczesałam włosy i odchyliłam się do tyłu, zamykając oczy. Musiałam się uspokoić i nie zwariować przez kolejne kilka minut naszej rozmowy.
- Nie żart - zaśmiał się. - Tylko mały kompromis.
- Specjalnie zaciągnąłeś mnie do tego pieprzonego łóżka?
Próbowałam się nie wściekać, ale to pytanie było przesiąknięte złością.
- Jest coś pomiędzy tobą a Niallem, jesteś śliczna, a w dodatku łatwa, więc dlaczego miałbym nie skorzystać z okazji?
Nie kontrolowałam tego, nie potrafiłam zapanować nad emocjami. Moja ręka rozpędziła się zbyt szybko, a on prawie dostał w twarz. Tylko zbyt szybko to raczej za wolno, jak dla niego. Jego dłoń trzymała mój nadgarstek, a twarz miał poważną i rozzłoszczoną. Uśmiech zniknął i w końcu mogłam zobaczyć jego prawdziwą twarz.
- Nigdy więcej tego nie rób - wysyczał. - Nigdy.
- Bo co? Nie będziesz mówił mi, co mam robić.
Znów znalazł się w tej samej pozycji, a wzrok przemieścił na moje zmęczone oczy.
- Mogę się założyć, że zrobisz wszystko o co tylko poproszę, kochanie.
*teraźniejszość*
- Zatańczysz? - spytał z uśmiechem.
- Jasne.
Wolna muzyka, a dookoła nas pełno uśmiechniętych par. Jedni tulili się do siebie na parkiecie, a inni wpatrywali się w swoje oczy i za pewne wyznawali sobie miłość. Z nami było inaczej. Oboje byliśmy zamyśleni. Tylko pewnie każde z nas myślało zupełnie o czym innym.
Jego dłoń ułożona była na moich plecach, a druga lekko ściskała moją dłoń. Można było wyczuć zdenerwowanie, które mu towarzyszyło. Nie przeszkadzało mi to. On był tylko sobą.
*kilka dni wcześniej*
To nie było kilka minut, tylko godzina bezsensownego siedzenia i patrzenia, jak koleś o imieniu Feliks flirtuje z kelnerką. Nie widziałam większego dupka, niż on sam. Kazał mi zostać i czekać, aż najdzie go ochota aby wytłumaczyć mi wszystko, czego chciał ode mnie. Był zbyt pewny siebie, a jego wcześniejsze słowa się sprawdziły. Dał mi argument dla którego zrobię wszystko, co tylko zechce.
Trzymałam w dłoni drugi kubek kawy, której akurat potrzebowałam. Przekręcałam dookoła dłoni i wpatrywałam się w czarną plamę w której odbijał się kontur mojej twarzy. Nie było nic gorszego, jak patrzeć na siebie z pogardą.
- Trzymaj.
Spojrzałam w górę. Chłopak trzymał dwa talerze z naleśnikami, a jeden postawił na przeciwko mnie. Jeśli twierdził, że mam ochotę na jedzenie w takiej chwili to się grubo mylił. Posadził swój tyłek na siedzeniu i zaczął przeżuwać.
- Powiesz mi do cholery o co chodzi?
- Chyba po to tu jesteśmy - prychnął. - Zacznijmy od tego, że oboje wiemy o czymś, co według ciebie nie powinno się zdarzyć. Możemy zachować to w tajemnicy, jeśli tylko chcesz.
Serce przyśpieszało mi z każdą minutą przebywania z tym dupkiem. Wystarczyło, że siedział na przeciwko i gapił się tymi swoimi pięknymi oczkami. Irytujący.
- Gdzie jest haczyk?
- Nie ma - wzruszył ramionami. - Zrobisz coś dla mnie, a ja zapomnę o tym, jak jęczałaś moje imię w łóżku. Nikt się nie dowie i będzie po sprawie.
- Wspominałam jakim idiotą jesteś Feliks? - wysyczałam.
- Żadna nowość, kochanie.
- Więc mów, abym mogła w końcu opuścić to miejsce i nie musieć więcej na ciebie patrzeć.
- Pyskata z ciebie dziewczyna - zaśmiał się. - Ale już tłumaczę, co będziesz musiała dla mnie zrobić. To nie będzie trudne.
*teraźniejszość*
Szykowałam się na pewną katastrofę. Nie miałam opcji C, aby wyjść z tego wszystkiego cało. Spieprzyłam po całości i nie mogłam nic więcej zrobić.
Czekałam na jedną wiadomość, której adresatem miał być Feliks. Miał podać miejsce w którym, jak powiedział "wszystko się rozstrzygnie". Miał chore ambicje, które chciał zaspokoić mieszając w to Nialla. Jednak jak obiecał, po tym, zostawi go w spokoju.
- Zoe!
Zayn, ubrany w czarny garnitur, podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy. Próbowałam zrobić to samo, a raczej trochę poudawać.
- Jak się bawisz? - spytałam, trzymając swoje dłonie w uścisku. To mnie uspokajało, a przynajmniej takie miałam wrażenie.
- Super, na prawdę super - potwierdził. - Louis zresztą też, to niesamowity wieczór.
- Lubisz go - stwierdziłam. - Na prawdę Ci na nim zależy.
- Jasne, że tak - uśmiechnął się. - Zależy mi na nim, ale zależy mi też na tobie i nigdy o tym nie zapomnij.
- Dzięki.
Mimo wszystko wciąż się przyjaźniliśmy, a nasze więzi były zbyt silne, aby cokolwiek mogło je przerwać. Może jako parze nam nie wyszło, ale jako przyjaciele dawaliśmy radę. Chyba.
- A teraz powiedz, co się dzieje?
- Co? - spytałam zmieszana. - Co ma się dziać?
- Daj spokój, znam cię nie od dziś. Widzę.
Wibrujący telefon dał o sobie znać. To był Feliks. Odsunęłam się od Zayna i skłamałam, znowu. Skierowałam się na zewnątrz, gdzie nie było prawie nikogo. Usiadłam na krawężniku szkolnego parkingu i odczytałam wiadomość. Podał miejsce, gdzie mają się spotkać.
Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, ale nie miałam na to czasu. Nie mogłam tak po prostu siedzieć i beczeć, bo popełniłam błąd. Wstałam, otrzepałam sukienkę i ruszyłam przed siebie. Musiałam znaleźć Nialla i przekazać mu wiadomość od Feliksa. Tylko tyle mogłam zrobić i zapobiec temu wszystkiemu. Tylko, że cholernie źle się z tym czułam.
Znalazłam Nialla pośród jego znajomych, stał obok Liama i śmiał się. Wyglądał na szczęśliwego. Stukot moich obcasów zwrócił jego uwagę i gestem ręki zaprosił mnie do rozmowy. Uśmiechnęłam się, kryjąc swój strach. Złapałam go za ciepłą dłoń i lekko ścisnęłam. To on dodawał mi otuchy.
- Możemy wyjść na zewnątrz?
Miałam wrażenie, że mój głos drży, ale sądząc po jego minie nic takiego nie miało miejsca. A może on po prostu nie zwracał na to uwagi? Szłam przodem, dosłownie ciągnąc go za dłoń i mając w oczach łzy. Powtarzałam sobie w głowie, że zaraz wszystko się skończy. Trzymałam się za słowo, ale nawet ja wiedziałam, że to tylko jedno z wielu kłamstw.
- Zaczekaj - usłyszałam jego rozbawiony głos. - Dokąd idziemy?
- Pojedziesz gdzieś ze mną - powiedziałam cicho. - Ktoś... ktoś chce cię zobaczyć.
Zmarszczył brwi i zerknął na w bok, gdzie podjechało czarne auto.
- Nie możemy tego przełożyć? - spytał spokojnie. - Jest bal Zoe.
Chciałam otworzyć usta i zacząć mu wszystko tłumaczyć. Tak jak ustaliłam wcześniej z Feliksem. Ale ktoś mi na to nie pozwolił. Drzwi od czarnego auta otworzyły się, a nasze wzroki utkwiły w miejscu z którego wysiadał dobrze znany nam chłopak. Serce z każdą sekundą podchodziło mi pod gardło.
- Niall James Horan - potężny głos zakomunikował swoje przybycie. Ubrany na ciemno zbliżał się w naszą stronę z cholerną pewnością siebie. - Wybieracie się gdzieś, gołąbeczki?
- Nie twój interes, Feliks - warknął Niall. Nie spodziewał się jego tutaj, zresztą ja także. Inaczej się umawialiśmy.
- Ja? Nie, drogi przyjacielu - prychnął. - To raczej ty powinieneś być już w drodze.
Oboje spojrzeli na mnie, a ja szukałam pomocy tam gdzie nie mogłam jej dostać. Rozglądałam się dookoła i czekając na cud, którego nie było. Tak na prawdę bałam się cokolwiek powiedzieć.
***
Nigdy wcześniej moje dłonie nie drżały z taką prędkością. Nigdy wcześniej nie panikowałam, jak w minionej chwili. Nigdy wcześniej nie martwiłam się o drugą osobę tak jak o Nialla. Siedząc na fotelu pasażera patrzyłam tylko na czarną drogę.Wycieraczki co chwilę czyściły szybę z kropel deszczu, a niebo z każdą minutą wydawało się być coraz bardziej czarne. Chociaż to było nie możliwe.
Siedzący obok Liam nie odezwał się ani słowem. Milczał, a w środku wrzał. Wydawał się być wkurzony. Na mnie. Na wszystko dookoła.
Kolejny miniony znak drogowy, a z moich ust wydobyło się ciche westchnienie. Nie miałam pojęcia dokąd jedziemy, ani ile jeszcze potrwa ta przeklęta droga. Chciałam, aby to wszystko skończyło się jak najszybciej. Chciałabym...
- Uważaj!
Liam zjechał na pobocze. Widziałam, jak jego dłonie drżały i ledwo utrzymywały się na kierownicy. Tracił panowanie, ale nie tylko on.
- Nic mi nie jest - wysyczał w moją stronę. - Już blisko.
- Po prostu...
Ruszył. Wyprzedzał kolejne samochody i nie czekał na to, co mam do powiedzenia. Nie dbał o nic. Nawet o to, czy po drodze nas zabije. Licznik wzrastał, ale naszą dwójkę akurat to obchodziło najmniej.
Minęło kilka minut zanim Liam zatrzymał się z piskiem opon. Przed nami rozciągał się wielki plac, gdzie widownia była trzy razy większa niż na poprzednim wyścigu. Każdy z moknących ludzi nie różnił się od siebie niczym. Byli ubrani na czarno, jak z jakiejś sekty.
Biała kreska na środku czarnego placu informowała o starcie. Stały tam już dwa motory, ale bez ich właścicieli. Wysiadłam z auta starając się nie przytrzasnąć ciemno różowej kreacji. Wyglądałam jak dziwoląg wkraczający do cyrku. Ludzie gapili się na mnie, a potem zerkali na chłopaka w garniturze.
Słyszałam głosy, które wyrażały się dość niestosownie. Jedni mówili o mnie, a inni o porażce dzisiejszego dnia. To drugie przeraziło mnie bardziej.
Zaczęłam iść w stronę największej grupki ludzi, oczekując na odpowiedź. Zbliżałam się do tłumu, kiedy wokół zrobiło się jasno. Miejsce w którym przebywaliśmy zaczęło przypominać szkolną murawę. Chociaż zamiast trawy był czarny asfalt. Latarnie rozbłyskały dookoła i oświetlały coś, czego nie do końca rozumiałam. Budynek na którym był zjazd w dół. Kierowcy siedzieli odwróceni do nas tyłem, ale rozpoznałam jednego z nich. Stara kurtka mówiła sama za siebie.
- Niall.
Rozbrzmiał się głos, który zapowiedział wyścig. Przepychałam się między ludźmi, biegłam w stronę budynku i chciałam... Powiedzieć tylko, że go kocham. Przeprosić za wszystko, co zrobiłam. I dać mu bezpieczeństwo, którego sam mi użyczał.
- Cztery! - krzyczeli ludzie. - Trzy!
Zatrzymałam się.
- Dwa!
Nie odwrócił się. Stał w bezruchu.
- Jeden!
Patrzyłam jak odjeżdża.
Z głośników zaczęła grać muzyka, światła zgasły, a ludzie zaczęli się bawić. Jakby byli na najlepszej imprezie swojego życia. I wtedy wszystko ode mnie odeszło. Nikt na mnie nie patrzył, ani nie oceniał. Byłam tylko ja i się nie liczyłam.
Chciałam się stąd wydostać. Przejść do pustego miejsca i móc się wykrzyczeć. Pragnęłam, aby emocje wyszły z mojego ciała i mogły się uwolnić.
Krople deszczu spływały po moim ciele, a sama stawałam się być coraz bardziej mokra. Nie dbałam o to. To było bez znaczenia.
- Łap!
Miękki materiał odbił się od mojej twarzy, a potem zsunął na dłonie. Liam nie miał już na sobie białej koszuli. Zamiast tego na jego ciało narzucona była szara bluza, którą także podarował mi.
- Dlaczego? - spytałam.
- To może potrwać - wzruszył ramionami. - A poza tym wydajesz się być tu najlepszą towarzyszką.
- Nawet ja nie chciałabym przebywać ze sobą, a co dopiero ty... Nienawidzisz mnie.
Otworzył usta i chciał coś powiedzieć po czym rozejrzał się dookoła i odparł.
- To zbyt mocne słowa - wypuścił powietrze. - Po prostu niezbyt szybko nawiązuje nowe przyjaźnie.
- W porządku - przytaknęłam.
Jego bluza nie pachniała perfumami Liama. Ona miała zapach Nialla. Po nałożeniu jej i zamknięciu oczu miałam wrażenie, że stoi obok i uśmiecha się w ten uroczy sposób. Narzuciłam na wilgotne włosy kaptur, który zakrył mi połowę widoku na wysoką posturę Liama. Krążył w kółko, spoglądając co chwilę na mnie. Jakby chciał nawiązać konwersację, ale z drugiej strony bał się zrobić to właśnie ze mną.
- On jest... zdolny - usłyszałam po chwili. - Nie chce cię pocieszać, ani nic...
- Jasne - przytaknęłam. - Niall sobie poradzi, cokolwiek Feniks szykuje.
Mam nadzieję.
sobota, 2 kwietnia 2016
sobota, 12 grudnia 2015
Rozdział 25
NA WSTĘPIE ZAPRASZAM NA NOWE FF O LIAMIE
ZNAJDZIECIE JE NA WATTPADZIE: https://www.wattpad.com/story/56574148
Niall's POV
Odwróciłem się tylko na moment, a Zoe zniknęła. Puściła moją dłoń, a potem przepadła w tłumie spoconych ludzi. Chciałem po nią wrócić, ale przed moimi oczami pojawiła się postać z kręconymi lokami na głowie. Harry przeszedł do oświetlonego na kolorowo korytarza. Zacząłem iść za nim. Próbowałem cokolwiek powiedzieć, ale głośna muzyka mi na to nie pozwalała. Moje kroki były coraz większe, aż w końcu dotarłem do niego, dotykając ramienia chłopaka.
- Śledzisz mnie, czy co kurwa?
Odwrócił się raptownie z krzykiem. Jego oddech był przyśpieszony, a źrenice rozszerzone. Był niespokojny, jak nigdy.
- Chce tylko pogadać, spokojnie.
- Nie mam czasu.
Szedł przed siebie, zupełnie mnie olewając.
- Bierzesz te pieprzone prochy czy nie?
Krzyknąłem na tyle głośno, że usłyszał. Jego ciało raptownie się spięło, a sam próbował się opanować. Pięść miał zaciśniętą, a żyły na szyi były dość widoczne.
- Jeszcze głośniej - wysyczał przez zęby. - Chodź idioto.
Szedłem tuż za nim, krok w krok. Schodami weszliśmy na górę, gdzie mrugały różowe światełka. Nie znałem tego miejsca ani trochę, ale musiałem przyznać, że robiło wrażenie. W pomieszczeniu było przygaszone światło, które co chwilę zmieniało kolor. Na kanapach siedziały skąpo ubrane dziewczyny i dwóch facetów, którzy nie szczególnie zwrócili na nas uwagę.
- Siadaj - wskazał na wolne miejsce na kanapie. - Napijesz się?
- Chce tylko odpowiedzi na moje pytanie.
Usiedliśmy jednocześnie. On na czerwonym fotelu, a ja przy brzegu kanapy, gdzie wskazał mi wcześniej miejsce.
- Jesteś strasznie ciekawski - powiedział, a na jego twarzy pojawił się stłumiony uśmiech.
- Nie znasz mnie od dzisiaj i wiesz że...
- Że to sprawka siostry Sarah - dokończył brunet.
- Co?
- Sarah nic nie bierze, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
- A ty? - dopytywałem.
- Nie martw się o mnie - zaśmiał się nerwowo. - Poradzę sobie.
- Właśnie tego się boje.
Był zdenerwowany. Jednak nie wiedziałem o co chodzi. Może fakt, że siedział blisko mnie, a ja zadawałem mu niezręczne pytania. Była też druga opcja. Bał się, że coś się wyda.
- Oj Niall - zaśmiał się. - Przynajmniej jest zabawa.
- Nie wpakuj się w gówno Harry - ostrzegłem.
- Za późno - mruknął pod nosem. - Napijesz się ze mną.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, Harry nalał trunku do dwóch szklanek. Podał mi jedną z nich w wielkim uśmiechem, a potem wypił. Poszedłem w jego ślad i przechyliłem szklankę, a alkohol rozlał się w moich płucach.
- Zawsze cię lubiłem - stwierdził nagle. - Zoe też jest niczego sobie.
Zachowywał się dziwnie. Dziwnie jak na niego.
- Coś chcesz przez to powiedzieć?
- Nie spieprz tego.
- Jeśli chcesz mi dawać dobre rady to nie skorzystam - prychnąłem. - A teraz wybacz ale muszę znaleźć Zoe.
- Zaraz zaraz, ona też tu jest? - poderwał się z miejsca.
Wstałem z kanapy i wyprostowałem się zerkając na siedzących obok ludzi. Byli zajęci sobą, a nami w ogóle się nie przejmowali. Tak jakby nas nie było.
- Tak - powiedziałem spokojnie.
- I zostawiłeś ją samą na dole? Z tymi wszystkimi pijanymi ludźmi? - mówił, robiąc przy tym wielkie oczy. - Widać że nigdy nie miałeś dziewczyny, idioto.
- Ona nie jest moją dziewczyną.
- Z takim podejściem to się nigdy nie zmieni.
Harry złapał za pełną butelkę i po raz kolejny napełnił dwie szklanki. Szybkim ruchem wyciągnął coś z kieszeni. Plastikowy woreczek zawierał kilka białych pastylek. Styles wyciągnął dwie z nich i ułożył na swojej dłoni.
- W tym małym głównie jest więcej odwagi niż w czym kolwiek. Bierzesz razem ze mną i w końcu poczujesz co to wolność.
- Nie - wstałem z miejsca. - Muszę znaleźć Zoe.
- Zoe - zaśmiał się. - Szkoda że nie jesteście razem.
- Coś jeszcze?
- Bierz - podłożył mi dłoń. - Bierz i chociaż raz postaw na swoim w tych waszych popierdolonych relacjach.
Odwróciłem się na pięcie i skierowałem w stronę schodów. Miałem ochotę wyjść z tego miejsca i wrócić do domu razem z Zoe. Musiałem ją tylko znaleźć, ale to nie mogło być takie trudne. Musiała być na dole. Postawiłem stopy na schodkach i na chwilę się zatrzymałem. Głośna muzyka coraz bardziej dobiegała do moich uszu, a ja sam nie wiedziałem czego do końca chce. W jednym momencie zmieniłem swoje całe nastawienie. Cofnąłem się do Stylesa i sięgnęłam po jego dłoń na której nadal widniała tabletka. Wziąłem ją do ust i szybkim ruchem popiłem alkoholem.
- Czas wziąć sprawy w swoje ręce - powiedziałem nie do końca pewien swoich słów.
***
Wszystko było inne. Bardziej kolorowe i mieniło mi się przed oczami. Razem z Harrym szliśmy przez długi korytarz nie widząc jego końca. Wydawało się, że jego nie było. Jednak Styles obiecał, że dotrzemy między innych ludzi szybciej niż może mi się wydawać. I tak się stało. Byli. Wszyscy darli się jakby oszaleli. Skakali w górę i w dół w rytm muzyki. Śmiałem się sam do siebie idąc niepewnie w ich stronę. Chciałem znaleźć się między nimi i robić to, co oni.
- A teraz idziesz wyrwać swoją Zoe.
Harry był tuż za mną, a jego głos rozchodził się w mojej głowie. Zoe. Nie wiedziałem jej ani przez chwilę. Nie mogłem dostrzec jej długich włosów, ani wspaniałego ciała. Jej tu po prostu nie było, ale nie poddawałem się. Przeciskałem się przez tłum, razem z dużą dłonią na moim ramieniu. To było nieco zabawne. Trzymał się, jak dziecko, które boi się zgubić.
- Gdzie ona jest? - wrzasnąłem, odwracając się w stronę Harrego.
- Mówiłem kurwa! - odkrzyknął.
Znajoma twarz pojawiła się przed moimi oczyma. Śmiała się i skakała razem z innymi. Blond włosy Lee uderzyły mnie raz, drugi, a potem złapałem ją za ramiona. Zatrzymała się, ale jej oddech nadal był nie równy.
- Hej! - krzyknęła z zadowoleniem.
- Jesteś pijana?
Jej oczy świeciły się z podekscytowania, ale i nie tylko. Za jej plecami stał Dylan, a ona nadal się śmiała. Nie sądziłem, że znajomi Zayna także tu przychodzą. Poza tym, czy wszyscy wiedzieli o tym miejscu oprócz mnie?
- Daj spokój - krzyknęła. - To nic takiego.
Odwróciła się w jego stronę, a jej wargi zetknęły się z jego. Ich ciała ocierały się o siebie, a mi nie pozostało nic innego, jak po prostu się od nich odsunąć. To było dziwne i trochę obleśne.
Zoe's POV
Obudziłam się z okropnym bólem głowy, a w ustach czułam smak zmieszany z alkoholem i papierosami. Nie czułam miękkiej piżamy, którą zazwyczaj nakładam. Byłam po prostu naga. Otworzyłam oczy i doznałam szoku. Byłam w miejscu, którego nie znałam. Leżałam w obcym mi łóżku, obok obcego kolesia. Jego włosy były w nieładzie, a sam leżał skulony głową do dołu. Nie widziałam jego twarzy, ale nie byłam pewna, czy chce doznać kolejnego szoku.
- Mój boże.
Poderwałam się do pozycji siedzącej i mocniej przycisnęłam do siebie kołdrę. To było nie możliwe. Zamrugałam kilka razy powiekami i błagałam w myślach, aby to był tylko zły sen. Tylko, że to nic nie dało. Nadal siedziałam w czyimś łóżku nie wiedząc, co się stało. Zaczęłam panikować. Rozglądałam się na boki za moimi ubraniami i dostrzegłam je. Były porozrzucane po podłodze razem z męskimi ciuchami. Czy ja?
- Kurwa - jęknęłam.
Zakryłam usta dłonią i zaczęłam płakać. Łzy ściekały po moich policzkach, a ja zaczynałam cała się trząść. Nie chciałam tego. Nie chciałam przespać się z przypadkowym kolesiem. Usłyszałam, jak osoba obok, mruczy coś pod nosem. Usiadłam więc tyłem do niej, a z podłogi zwinnie zabrałam swoją bluzkę. Nałożyłam ją na siebie, a potem to samo zrobiłam z majtkami.
- Wybierasz się gdzieś? - usłyszałam zaspany głos, tuż za mną.
- Muszę iść - powiedziałam szybko.
Kiedy doszukałam się swoich spodni w mgnieniu oka je nałożyłam, potem trampki. Nie zamierzałam tracić czasu na szukanie stanika, więc po prostu stanęłam w drzwiach, zwrócona do chłopaka. Siedział zadowolony w swoim łóżku, a jego plecy opierały się o zagłówek.
- Twój telefon - zwrócił się do mnie i wskazał na urządzenie, które leżało na stoliku nocnym. Skierowałam się w jego stronę i szybkim ruchem schowałam do kieszeni. Jednak coś przykuło moją uwagę. Nie tylko komórka leżała na drewnianym meblu, ale i opakowanie po prezerwatywie. Przełknęłam ślinę, a do moich oczu znów zaczęły napływać łzy. Czy to było aż tak złe z mojej strony?
- To był na prawdę dobry seks - powiedział chłopak z wielkim uśmiechem. - Musimy to kiedyś powtórzyć.
- Muszę iść - rzuciłam i skierowałam się w stronę drzwi. Nie miałam pojęcia gdzie jestem, ani dokąd idę. Wiedziałam jedno: to była najgorsza rzecz, jaką mogłam zrobić.
***
Rzuciłam się na swoje łóżko. Miałam na sobie jedynie szary szlafrok, a z moich włosów wciąż skapywała woda. Odblokowałam swój telefon trzęsącymi się dłońmi. Wiedziałam, że po naładowaniu urządzenia zastanę skrzynkę pełną wiadomości. Nie myliłam się. Większość była od Nialla, ale nie zamierzałam mu odpisywać. Nie teraz. Za bardzo to mnie bolało. Głupota, którą zrobiłam, wciąż siedziała mi w głowie.
Zamknęłam na chwilę oczy i próbowałam wrócić do wczorajszego wieczoru. Chciałam przypomnieć sobie, kim był tajemniczy chłopak, a co najważniejsze co podusiło mnie, aby gdziekolwiek z nim iść. Jednak jedyne co pamiętałam, to taniec wśród tłumu ludzi. Potem była jedna, wielka czarna plama.
Bała się spotkania z Niallem. Nie chciałam zobaczyć osoby, którą skrzywdziłam. Zależało mi na nim i po raz pierwszy czułam to z całego serca. Był dla mnie kimś ważnym. Był i zawsze będzie. Tylko nie potrafiłam zrozumieć jednego. Skoro darzyłam go czymś... czymś wielkim, dlaczego posunęłam się do takiego czynu, który go skrzywdził. Potrafiłam znaleźć tłumaczenie na to pytanie.
Nie potrafiłam kochać.
Leżałam, wpatrując się w sufit. Moje włosy zdążyły wyschnąć, a ja sama straciłam ochotę na jakikolwiek płacz. Kiedy zamykałam oczy, słyszałam w głowie dudniącą muzykę, a przed oczami miałam skaczących ludzi. Nic więcej.
Dzwonek do drzwi zaburzył moje rozmyślenia. Otworzyłam szerzej oczy i próbowałam wsłuchać się w rozmowę z naszym gościem. Mama wpuściła osobę do środka, a ja słyszałam, jak stawia kroki w kierunku mojego pokoju.
- Nie, nie, nie - szepnęłam sama do siebie i usiadłam skulona na łóżku.
- Zoe?
Wszedł do pokoju ze zmartwieniem na twarzy. Wyglądał na zmęczonego, a pod jego oczami widniały sińce od nieprzespanej nocy. Niall zamknął za sobą drzwi, a następnie usiadł obok mnie. Było mi go szkoda i żal samej siebie.
- Dzwoniłem - odparł po chwili. - I pisałem.
- Telefon mi padł - powiedziałam drżącym głosem. - Po co przyszedłeś.
- Martwiłem się.
Chciał dotknąć mojej dłoni, ale raptownie ją odsunęłam. Nie chciałam, aby to robił. Nie teraz.
- Nie możesz się o mnie martwić, kiedy ja nie troszczę się o ciebie.
Mój głos był na skraju załamania. Chciałam wykrzyczeć mu prostu w twarz, kim tak na prawdę jestem. Jak wiele, co do mojej osoby się mylił. Nie powinien tu teraz być, nie w takim momencie.
- Próbowałem Cię znaleźć, chciałem o wszystkim zapomnieć i być tylko z tobą.
Mówił to spokojnie, spoglądając na mnie. Serce waliło mi jak oszalałe. Wpatrywałam się w jego wargi i walczyłam sama ze sobą. Nie mogłam.
Jedyne co zrobiłam to wstałam z miejsca i usiadłam na jego kolanach. Nie był zdziwiony, a nawet wręcz przeciwnie. Wyglądał na zadowolonego. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i słuchałam bicia serca. Jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem.
____
Nie jest długi, ale ważne że w ogóle jest :)
Dzieje się, oj dzieje
KOMENTUJCIE!
ZNAJDZIECIE JE NA WATTPADZIE: https://www.wattpad.com/story/56574148
Niall's POV
Odwróciłem się tylko na moment, a Zoe zniknęła. Puściła moją dłoń, a potem przepadła w tłumie spoconych ludzi. Chciałem po nią wrócić, ale przed moimi oczami pojawiła się postać z kręconymi lokami na głowie. Harry przeszedł do oświetlonego na kolorowo korytarza. Zacząłem iść za nim. Próbowałem cokolwiek powiedzieć, ale głośna muzyka mi na to nie pozwalała. Moje kroki były coraz większe, aż w końcu dotarłem do niego, dotykając ramienia chłopaka.
- Śledzisz mnie, czy co kurwa?
Odwrócił się raptownie z krzykiem. Jego oddech był przyśpieszony, a źrenice rozszerzone. Był niespokojny, jak nigdy.
- Chce tylko pogadać, spokojnie.
- Nie mam czasu.
Szedł przed siebie, zupełnie mnie olewając.
- Bierzesz te pieprzone prochy czy nie?
Krzyknąłem na tyle głośno, że usłyszał. Jego ciało raptownie się spięło, a sam próbował się opanować. Pięść miał zaciśniętą, a żyły na szyi były dość widoczne.
- Jeszcze głośniej - wysyczał przez zęby. - Chodź idioto.
Szedłem tuż za nim, krok w krok. Schodami weszliśmy na górę, gdzie mrugały różowe światełka. Nie znałem tego miejsca ani trochę, ale musiałem przyznać, że robiło wrażenie. W pomieszczeniu było przygaszone światło, które co chwilę zmieniało kolor. Na kanapach siedziały skąpo ubrane dziewczyny i dwóch facetów, którzy nie szczególnie zwrócili na nas uwagę.
- Siadaj - wskazał na wolne miejsce na kanapie. - Napijesz się?
- Chce tylko odpowiedzi na moje pytanie.
Usiedliśmy jednocześnie. On na czerwonym fotelu, a ja przy brzegu kanapy, gdzie wskazał mi wcześniej miejsce.
- Jesteś strasznie ciekawski - powiedział, a na jego twarzy pojawił się stłumiony uśmiech.
- Nie znasz mnie od dzisiaj i wiesz że...
- Że to sprawka siostry Sarah - dokończył brunet.
- Co?
- Sarah nic nie bierze, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
- A ty? - dopytywałem.
- Nie martw się o mnie - zaśmiał się nerwowo. - Poradzę sobie.
- Właśnie tego się boje.
Był zdenerwowany. Jednak nie wiedziałem o co chodzi. Może fakt, że siedział blisko mnie, a ja zadawałem mu niezręczne pytania. Była też druga opcja. Bał się, że coś się wyda.
- Oj Niall - zaśmiał się. - Przynajmniej jest zabawa.
- Nie wpakuj się w gówno Harry - ostrzegłem.
- Za późno - mruknął pod nosem. - Napijesz się ze mną.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, Harry nalał trunku do dwóch szklanek. Podał mi jedną z nich w wielkim uśmiechem, a potem wypił. Poszedłem w jego ślad i przechyliłem szklankę, a alkohol rozlał się w moich płucach.
- Zawsze cię lubiłem - stwierdził nagle. - Zoe też jest niczego sobie.
Zachowywał się dziwnie. Dziwnie jak na niego.
- Coś chcesz przez to powiedzieć?
- Nie spieprz tego.
- Jeśli chcesz mi dawać dobre rady to nie skorzystam - prychnąłem. - A teraz wybacz ale muszę znaleźć Zoe.
- Zaraz zaraz, ona też tu jest? - poderwał się z miejsca.
Wstałem z kanapy i wyprostowałem się zerkając na siedzących obok ludzi. Byli zajęci sobą, a nami w ogóle się nie przejmowali. Tak jakby nas nie było.
- Tak - powiedziałem spokojnie.
- I zostawiłeś ją samą na dole? Z tymi wszystkimi pijanymi ludźmi? - mówił, robiąc przy tym wielkie oczy. - Widać że nigdy nie miałeś dziewczyny, idioto.
- Ona nie jest moją dziewczyną.
- Z takim podejściem to się nigdy nie zmieni.
Harry złapał za pełną butelkę i po raz kolejny napełnił dwie szklanki. Szybkim ruchem wyciągnął coś z kieszeni. Plastikowy woreczek zawierał kilka białych pastylek. Styles wyciągnął dwie z nich i ułożył na swojej dłoni.
- W tym małym głównie jest więcej odwagi niż w czym kolwiek. Bierzesz razem ze mną i w końcu poczujesz co to wolność.
- Nie - wstałem z miejsca. - Muszę znaleźć Zoe.
- Zoe - zaśmiał się. - Szkoda że nie jesteście razem.
- Coś jeszcze?
- Bierz - podłożył mi dłoń. - Bierz i chociaż raz postaw na swoim w tych waszych popierdolonych relacjach.
Odwróciłem się na pięcie i skierowałem w stronę schodów. Miałem ochotę wyjść z tego miejsca i wrócić do domu razem z Zoe. Musiałem ją tylko znaleźć, ale to nie mogło być takie trudne. Musiała być na dole. Postawiłem stopy na schodkach i na chwilę się zatrzymałem. Głośna muzyka coraz bardziej dobiegała do moich uszu, a ja sam nie wiedziałem czego do końca chce. W jednym momencie zmieniłem swoje całe nastawienie. Cofnąłem się do Stylesa i sięgnęłam po jego dłoń na której nadal widniała tabletka. Wziąłem ją do ust i szybkim ruchem popiłem alkoholem.
- Czas wziąć sprawy w swoje ręce - powiedziałem nie do końca pewien swoich słów.
***
Wszystko było inne. Bardziej kolorowe i mieniło mi się przed oczami. Razem z Harrym szliśmy przez długi korytarz nie widząc jego końca. Wydawało się, że jego nie było. Jednak Styles obiecał, że dotrzemy między innych ludzi szybciej niż może mi się wydawać. I tak się stało. Byli. Wszyscy darli się jakby oszaleli. Skakali w górę i w dół w rytm muzyki. Śmiałem się sam do siebie idąc niepewnie w ich stronę. Chciałem znaleźć się między nimi i robić to, co oni.
- A teraz idziesz wyrwać swoją Zoe.
Harry był tuż za mną, a jego głos rozchodził się w mojej głowie. Zoe. Nie wiedziałem jej ani przez chwilę. Nie mogłem dostrzec jej długich włosów, ani wspaniałego ciała. Jej tu po prostu nie było, ale nie poddawałem się. Przeciskałem się przez tłum, razem z dużą dłonią na moim ramieniu. To było nieco zabawne. Trzymał się, jak dziecko, które boi się zgubić.
- Gdzie ona jest? - wrzasnąłem, odwracając się w stronę Harrego.
- Mówiłem kurwa! - odkrzyknął.
Znajoma twarz pojawiła się przed moimi oczyma. Śmiała się i skakała razem z innymi. Blond włosy Lee uderzyły mnie raz, drugi, a potem złapałem ją za ramiona. Zatrzymała się, ale jej oddech nadal był nie równy.
- Hej! - krzyknęła z zadowoleniem.
- Jesteś pijana?
Jej oczy świeciły się z podekscytowania, ale i nie tylko. Za jej plecami stał Dylan, a ona nadal się śmiała. Nie sądziłem, że znajomi Zayna także tu przychodzą. Poza tym, czy wszyscy wiedzieli o tym miejscu oprócz mnie?
- Daj spokój - krzyknęła. - To nic takiego.
Odwróciła się w jego stronę, a jej wargi zetknęły się z jego. Ich ciała ocierały się o siebie, a mi nie pozostało nic innego, jak po prostu się od nich odsunąć. To było dziwne i trochę obleśne.
Zoe's POV
Obudziłam się z okropnym bólem głowy, a w ustach czułam smak zmieszany z alkoholem i papierosami. Nie czułam miękkiej piżamy, którą zazwyczaj nakładam. Byłam po prostu naga. Otworzyłam oczy i doznałam szoku. Byłam w miejscu, którego nie znałam. Leżałam w obcym mi łóżku, obok obcego kolesia. Jego włosy były w nieładzie, a sam leżał skulony głową do dołu. Nie widziałam jego twarzy, ale nie byłam pewna, czy chce doznać kolejnego szoku.
- Mój boże.
Poderwałam się do pozycji siedzącej i mocniej przycisnęłam do siebie kołdrę. To było nie możliwe. Zamrugałam kilka razy powiekami i błagałam w myślach, aby to był tylko zły sen. Tylko, że to nic nie dało. Nadal siedziałam w czyimś łóżku nie wiedząc, co się stało. Zaczęłam panikować. Rozglądałam się na boki za moimi ubraniami i dostrzegłam je. Były porozrzucane po podłodze razem z męskimi ciuchami. Czy ja?
- Kurwa - jęknęłam.
Zakryłam usta dłonią i zaczęłam płakać. Łzy ściekały po moich policzkach, a ja zaczynałam cała się trząść. Nie chciałam tego. Nie chciałam przespać się z przypadkowym kolesiem. Usłyszałam, jak osoba obok, mruczy coś pod nosem. Usiadłam więc tyłem do niej, a z podłogi zwinnie zabrałam swoją bluzkę. Nałożyłam ją na siebie, a potem to samo zrobiłam z majtkami.
- Wybierasz się gdzieś? - usłyszałam zaspany głos, tuż za mną.
- Muszę iść - powiedziałam szybko.
Kiedy doszukałam się swoich spodni w mgnieniu oka je nałożyłam, potem trampki. Nie zamierzałam tracić czasu na szukanie stanika, więc po prostu stanęłam w drzwiach, zwrócona do chłopaka. Siedział zadowolony w swoim łóżku, a jego plecy opierały się o zagłówek.
- Twój telefon - zwrócił się do mnie i wskazał na urządzenie, które leżało na stoliku nocnym. Skierowałam się w jego stronę i szybkim ruchem schowałam do kieszeni. Jednak coś przykuło moją uwagę. Nie tylko komórka leżała na drewnianym meblu, ale i opakowanie po prezerwatywie. Przełknęłam ślinę, a do moich oczu znów zaczęły napływać łzy. Czy to było aż tak złe z mojej strony?
- To był na prawdę dobry seks - powiedział chłopak z wielkim uśmiechem. - Musimy to kiedyś powtórzyć.
- Muszę iść - rzuciłam i skierowałam się w stronę drzwi. Nie miałam pojęcia gdzie jestem, ani dokąd idę. Wiedziałam jedno: to była najgorsza rzecz, jaką mogłam zrobić.
***
Rzuciłam się na swoje łóżko. Miałam na sobie jedynie szary szlafrok, a z moich włosów wciąż skapywała woda. Odblokowałam swój telefon trzęsącymi się dłońmi. Wiedziałam, że po naładowaniu urządzenia zastanę skrzynkę pełną wiadomości. Nie myliłam się. Większość była od Nialla, ale nie zamierzałam mu odpisywać. Nie teraz. Za bardzo to mnie bolało. Głupota, którą zrobiłam, wciąż siedziała mi w głowie.
Zamknęłam na chwilę oczy i próbowałam wrócić do wczorajszego wieczoru. Chciałam przypomnieć sobie, kim był tajemniczy chłopak, a co najważniejsze co podusiło mnie, aby gdziekolwiek z nim iść. Jednak jedyne co pamiętałam, to taniec wśród tłumu ludzi. Potem była jedna, wielka czarna plama.
Bała się spotkania z Niallem. Nie chciałam zobaczyć osoby, którą skrzywdziłam. Zależało mi na nim i po raz pierwszy czułam to z całego serca. Był dla mnie kimś ważnym. Był i zawsze będzie. Tylko nie potrafiłam zrozumieć jednego. Skoro darzyłam go czymś... czymś wielkim, dlaczego posunęłam się do takiego czynu, który go skrzywdził. Potrafiłam znaleźć tłumaczenie na to pytanie.
Nie potrafiłam kochać.
Leżałam, wpatrując się w sufit. Moje włosy zdążyły wyschnąć, a ja sama straciłam ochotę na jakikolwiek płacz. Kiedy zamykałam oczy, słyszałam w głowie dudniącą muzykę, a przed oczami miałam skaczących ludzi. Nic więcej.
Dzwonek do drzwi zaburzył moje rozmyślenia. Otworzyłam szerzej oczy i próbowałam wsłuchać się w rozmowę z naszym gościem. Mama wpuściła osobę do środka, a ja słyszałam, jak stawia kroki w kierunku mojego pokoju.
- Nie, nie, nie - szepnęłam sama do siebie i usiadłam skulona na łóżku.
- Zoe?
Wszedł do pokoju ze zmartwieniem na twarzy. Wyglądał na zmęczonego, a pod jego oczami widniały sińce od nieprzespanej nocy. Niall zamknął za sobą drzwi, a następnie usiadł obok mnie. Było mi go szkoda i żal samej siebie.
- Dzwoniłem - odparł po chwili. - I pisałem.
- Telefon mi padł - powiedziałam drżącym głosem. - Po co przyszedłeś.
- Martwiłem się.
Chciał dotknąć mojej dłoni, ale raptownie ją odsunęłam. Nie chciałam, aby to robił. Nie teraz.
- Nie możesz się o mnie martwić, kiedy ja nie troszczę się o ciebie.
Mój głos był na skraju załamania. Chciałam wykrzyczeć mu prostu w twarz, kim tak na prawdę jestem. Jak wiele, co do mojej osoby się mylił. Nie powinien tu teraz być, nie w takim momencie.
- Próbowałem Cię znaleźć, chciałem o wszystkim zapomnieć i być tylko z tobą.
Mówił to spokojnie, spoglądając na mnie. Serce waliło mi jak oszalałe. Wpatrywałam się w jego wargi i walczyłam sama ze sobą. Nie mogłam.
Jedyne co zrobiłam to wstałam z miejsca i usiadłam na jego kolanach. Nie był zdziwiony, a nawet wręcz przeciwnie. Wyglądał na zadowolonego. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i słuchałam bicia serca. Jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem.
____
Nie jest długi, ale ważne że w ogóle jest :)
Dzieje się, oj dzieje
KOMENTUJCIE!
niedziela, 15 listopada 2015
Rozdział 24
Niall's POV
- Jesteś pewny, że zostaniesz sam?
- Zoe, jest druga w nocy, a to tylko kilka godzin. Poza tym nic mi nie będzie, nie jestem małym dzieckiem.
- Wiem - ścisnęła moją dłoń. - Po prostu...
- Chciałaś dobrze - dokończyłem za nią.
Po raz ostatni spojrzała
na czekającego na korytarza Zacka i schyliła się aby mnie pocałować.
Jej delikatne usta musnęły mój policzek, a potem nieśmiało się
uśmiechnęła. Uwielbiałem sposób w jaki to robi, był uroczy.
- Dobranoc - jej głos
odbił się od moich uszu. Wyszła za białe drzwi, gasząc światło. Pacjent,
który leżał obok lekko odetchnął i prawdopodobnie odwrócił się na drugą
stronę. Przeszkodziłem mu w śnie i pewnie rano będzie nieprzyjemny, ale
to był mój najmniejszy problem.
Moje udo zostało zszyte
trzema szwami, zrobili także rezonans czaszki i zostawili mnie w tym
cholernym szpitalu na obserwację. Nie sądziłem, że jeden mały upadek
może dać się aż tak we znaki. Bolało, ale dało się znieść. Potem podali
mi jakąś kroplówkę, która łagodziła cały ból. Można powiedzieć, że teraz
byłem nie do ruszenia.
Mój telefon zawibrował. Sięgnęłam po niego i szybko odczytałem wiadomość. Była od Harrego.
"Feliks chce umówić się na nowy termin."
Feliks był nieznośnym
wrzodzie na tyłku, który nagle przypomniał się o nas wszystkich.
Postanowił "wyrównać rachunki" i każdemu zalazł ponownie za skórę. Wiele osób zaczynało mieć problemy, a to tylko dlatego, że za bardzo mu ufali. Egoista, który nigdy się nie ogarnie.
"Powiedz mu, że tak czy inaczej wszystko się odbędzie. Nie przegapię okazji, aby pokazać mu na co mnie stać."
"Uważaj na niego."
"A ty uważaj na siebie."
Mieliśmy coraz lepszy
kontakt. Nadal była w nim jakaś granica, ale polepszał się. Styles
przynajmniej próbował być dla mnie miłym i powiem szczerze, że nawet mu
to wychodziło.
***
Obudził mnie dźwięk
damskiego głosu. Był piskliwy i przepełniony słodyczą. Przetarłem oczy i
z bólem przewróciłem się na drugą stronę. Na stołku, tyłem do mnie
siedziała dziewczyna. Jej długie włosy opadały kaskadami na plecy.
- Obudziłeś się - spojrzała na mnie z uśmiechem. - Mam kawę.
- Co ty tu robisz,
Sussie? - Zerwałem się do pozycji siedzącej i od razu tego pożałowałem.
Zakręciło mi się w głowie i z powrotem opadłem na poduszkę.
- Napijesz się? - spytała, podając kubek. - To dziwne, że w kilka godzin wszyscy dookoła wiedzą co ci się stało.
- Co mówili?
- Chcesz znać bardziej wiarygodną wersję, czy tą która przeszła przez kilkanaście osób.
- Zaskocz mnie.
- Ścigałeś się - upiła łyk gorącego napoju. - A ta inna wersja, to po prostu upadłeś na chodniku.
- Obie są idiotyczne.
- No nie? - zaśmiała się. - Ta pierwsza zupełnie do ciebie nie pasuje, a druga... jest po prostu śmieszna.
- Nadal nie rozumiem co tu robisz.
- Chciałam cię odwiedzić i przynieść świeżą kawę, ale nie myśl sobie za dużo. Po prostu byłam w odwiedzinach u babci.
- Tak Wcześnie? Jest dopiero ósma.
- Za dużo analizujesz.
Zanim po raz kolejny
otworzyła buzię, do środka wpadli moi rodzice. Mama ruszyła jako
pierwsza, a za nią ojciec z grobowa miną.
- Dzień dobry.
Sussie wstała ze swojego
miejsca i przywitała się z rodzicami. Rodzicielka położyła obok mojego
łóżka torbę, która prawdopodobnie zawierała rzeczy na przebranie.
- Możesz wytłumaczyć nam co się stało? - spytała zdenerwowana.
- Nic takiego - wzruszyłem ramionami.
- To ja już może
pójdę... - dziewczyna sięgnęła po swój kubek z kawą i już miała
wychodzić, ale nie mogłem na to pozwolić. Rodzice ją spłoszyli, a to
nie powinno tak wyglądać.
- Nie idź - zwróciłem się do niej.
- Niall, nawet nie zaczęliśmy rozmawiać - ojciec syknął w moją stronę.
- A ja już skończyłem. Mówiłem, że nic mi nie jest i nie musieliście przyjeżdżać.
Spojrzeli na siebie i wyszli, informując że muszą porozmawiać z lekarzem.
Nawet nie chciałem ich zatrzymywać. Wstałem z łóżka i sięgnęłam po torbę
którą zostawili.
- Wybaczysz mi na chwilę? Muszę pozbyć się tej dziecinnej piżamy.
- Jest urocza - zaśmiała się.
Była niebieska w
samolociki, jak na oddziale dla dzieci albo tym psychiatrycznym. Nie
sądziłem, że będę czuł się aż tak nie komfortowo. Moje bose stopy
zetknąły się z białymi forsami i kiedy wstałem na moich policzkach
pojawiły się rumieńce. Na pewno wyglądałem jak totalny idiota.
- Nadal uważam że wyglądasz uroczo - zaśmiała się po raz kolejny.
- Lepiej pójdę się przebrać.
Czy to było dziwne że z
minuty na minutę nie miałem jej wcale dość? Byłem pewien że będzie
całkiem inaczej. Zwłaszcza że mieliśmy za sobą noc, której za dobrze
nie pamiętałem. Biała koszulka zastąpiła niebieski kubraczek, a czarne
spodnie znów leżały na moich nogach. Po odświeżeniu się wyszedłem z
pomieszczenia. Sussie nadal Siedziała na stołku i obserwowała mój każdy
ruch.
- Dobrze wyglądasz.
- I nie czuję się jak idiota.
***
Całą drogę do domu nie
odezwałem się ani słowem. Zresztą moi rodzice także milczeli. Byli na
mnie źli, obrażeni, wkurzeni i wszystko inne co było tylko możliwe.
Rozumiałem ich, ale tylko w połowie. Złościli się na mnie, bo mogłam
sobie coś zrobić. Ich syn wylądował w szpitalu i to było dla nich
szokujące.
Po wejściu do domu od razu skierowałem się do swojego pokoju. Musiałem jak najszybciej się przebrać i jechać do Zoe, która na pewno na mnie czekała. Otworzyłem szafę pełną ubrań i złapałem za czarny garnitur.
- Niall! - usłyszałem wołanie z dołu - Musimy porozmawiać.
- Nie mam czasu - mruknąłem.
Zostawiłem wszystko ułożone na łóżku, a sam skierowałem się do łazienki. Nie zajęło mi to dużo czasu. Po niecałej godzinie byłem gotowy do wyjścia. Złapałem za swój portfel i zbiegłem na dół. Rodzice siedzieli w salonie i obserwowali mój każdy ruch, sącząc wino. Sięgnęłam po kluczyki do miejsca w którym zazwyczaj były. Teraz było pusto.
- Gdzie kluczyki? - Spytałem nieco oburzony.
- Bezpieczne - odpowiedział ojciec.
- Nie żartujcie sobie, przyjemniej nie teraz. Muszę wyjść.
- Na to wesele? - spytała matka. - Nie sądzę aby to był dobry pomysł.
- Jak to?
- Powinieneś skupić się na nauce, zaraz kończysz szkołę i chcemy abyś wypadł jak najlepiej. Poza tym ten wypadek... Nawet nie chce myśleć, co jeśli coś by Ci się stało.
- Ale nic mi nie jest.
- Koniec dyskusji - mruknął ojciec. - Nigdzie nie pojedziesz.
Po wejściu do domu od razu skierowałem się do swojego pokoju. Musiałem jak najszybciej się przebrać i jechać do Zoe, która na pewno na mnie czekała. Otworzyłem szafę pełną ubrań i złapałem za czarny garnitur.
- Niall! - usłyszałem wołanie z dołu - Musimy porozmawiać.
- Nie mam czasu - mruknąłem.
Zostawiłem wszystko ułożone na łóżku, a sam skierowałem się do łazienki. Nie zajęło mi to dużo czasu. Po niecałej godzinie byłem gotowy do wyjścia. Złapałem za swój portfel i zbiegłem na dół. Rodzice siedzieli w salonie i obserwowali mój każdy ruch, sącząc wino. Sięgnęłam po kluczyki do miejsca w którym zazwyczaj były. Teraz było pusto.
- Gdzie kluczyki? - Spytałem nieco oburzony.
- Bezpieczne - odpowiedział ojciec.
- Nie żartujcie sobie, przyjemniej nie teraz. Muszę wyjść.
- Na to wesele? - spytała matka. - Nie sądzę aby to był dobry pomysł.
- Jak to?
- Powinieneś skupić się na nauce, zaraz kończysz szkołę i chcemy abyś wypadł jak najlepiej. Poza tym ten wypadek... Nawet nie chce myśleć, co jeśli coś by Ci się stało.
- Ale nic mi nie jest.
- Koniec dyskusji - mruknął ojciec. - Nigdzie nie pojedziesz.
Przez chwilę patrzyłem
na nich, jak na ludzi, którzy nic nie rozumieją. Jednak wiedziałem, że
stanie i gapienie się na ich beztroskie twarze nic nie pomoże. Po prostu
skierowałem się w stronę drzwi i na przekór rodzicom wyszedłem z domu.
Nie mogli mi nic zrobić, byłem już pełnoletni, a oni byli bezsilni.
Słyszałem ich protesty, ale w chwili kiedy zamknąłem drzwi, poczułem się
lepiej. Był tylko jeden problem, nie wiedziałem, jak mam dotrzeć na
wesele w dość krótkim czasie.
*Zoe's POV*
Siedziałam przy stole,
grzebiąc w jednej z trzech przystawek. Nie miałam ochoty na jedzenie,
byłam zdenerwowana tym, że Niall się nie odezwał. Mógł chociaż wysłać
głupiego sms-a, a tymczasem ja odchodziłam od zmysłów co się z nim
dzieje. To było nie w porządku z jego strony.
Para młoda w dalszym
ciągu wyglądała niesamowicie. Ojciec bliźniaczek wyglądał na
szczęśliwego i nawet Sarah przyznała mi rację. Cała uroczystość
przebiegła według planu, a teraz każdy świętował zawarcie ich związku
małżeńskiego.
Styles szedł w moją
stronę. Uśmiech z jego twarzy nie schodził nawet na sekundę, a perfumy,
które za pewno wylał na siebie litrami, coraz bardziej rozprzestrzeniały
się w okolicach moich nozdrzy. Z wielką klasą, usiadł obok mnie i
spojrzał w sposób, którego nie rozumiałam.
- Chcesz coś powiedzieć? – spytałam lekko oburzona.
- Ja? Nie – zaprzeczył. – Chce tylko spytać, czy ze mną zatańczysz.
Skinęłam głową, a Harry
od razu wstał od stołu. Podał mi dłoń, jak na gentlemana przystało i po
chwili byliśmy na parkiecie, obok innych par. Muzyka zwolniła, jakby na
złość naszej dwójce. Harry przysunął się bliżej mojego ciała, a swoją
dłoń delikatnie położył na plecach. Sposób w jaki to zrobił był
niepowtarzalny, przeszły mnie ciarki, a on to zauważył. Uśmiechnął się
lekko i szepnął coś pod nosem, co zupełnie było mi nie do zrozumienia.
- Nie możesz być na niego zła, za wyścigi – szepnął do mojego ucha. – Nie możesz być zła, za jego pasje.
- Nie jestem –
powiedziałam, zarzucając dłonie na jego szyi. Nie odpowiedział, dalej
kołysał się ze mną w rytm muzyki i patrzył się prosto w oczy. – Jestem
zła Harry, ale tylko dlatego, że mi o niczym nie powiedział.
- Wyobrażasz to sobie? Hej, Zoe jutro idę się ścigać na śmierć i życie – prychnął. – Uszczęśliwiłoby cię to?
- Tak – skinęłam. – Mogłabym wtedy go przekonać do innej decyzji.
- To by nic nie zmieniło, kochanie.
- Skąd ta pewność?
- Znam go dłużej od ciebie - szepnął.
- Oh. - Kołysaliśmy się w rytm muzyki i co chwilę spoglądaliśmy na obcych nam ludzi. - Powiedz mi czego chce od ciebie Zayn.
- Lubisz wtykać nos w nie swoje sprawy, prawda?
- Martwię się o niego.
- To przestań, Zoe.
- Nie - syknąłem. - Po prostu mi powiedz, niczego więcej nie chcę.
- Znam go dłużej od ciebie - szepnął.
- Oh. - Kołysaliśmy się w rytm muzyki i co chwilę spoglądaliśmy na obcych nam ludzi. - Powiedz mi czego chce od ciebie Zayn.
- Lubisz wtykać nos w nie swoje sprawy, prawda?
- Martwię się o niego.
- To przestań, Zoe.
- Nie - syknąłem. - Po prostu mi powiedz, niczego więcej nie chcę.
- Jeśli ci powiem, będę
musiał cię zabić - szepnął. Jego usta rozszerzyły się w uśmiechu, a
muzyka przeszła w inny rytm. Ukłonił się i lekko pocałował moją dłoń,
dziękując za taniec. Nie powiem, byłam w lekkim szoku.
Niall's POV
Było po północy. Na
dworze było dosyć chłodno, a księżyc mono świecił odbijając się w
jeziorze. Muzyka, która dochodziła z budynku powoli docierała do moich
uszu. Szedłem wzdłuż chodnika wyłożonego kostką. Omijali mnie ludzie,
którzy ubrani byli w eleganckie stroje. Byli roześmiani i za pewne pod
wpływem dużej ilości alkoholu. Przeszedłem dalej i zauważyłem
dziewczynę, która siedziała na drewnianej ławce. Miała na sobie czerwoną
sukienkę, a na stopach wysokie szpilki. Odwróciła się w moją stronę, a
jej wzrok zilustrował mnie od góry do dołu. Nie było przy tym żadnych
emocji.
- Kogo ja widzę - powiedziała bez uczucia. - Co się stało, że zaszczyciłeś tą uroczystość swoją osobą?
- Nie mogłem być wcześniej.
- Ah - pokiwała głową. - Pewnie miałeś nadzwyczaj interesujące zajęcia.
- Coś jeszcze?
- Ale co?
- Nie udawaj Sarah.
- Skoro już wiesz - zaśmiała się. - Zrobię wszystko co w mojej mocy, abyś odczepił się od Zoe.
- Sprowadzenie Feliksa to też twoja sprawa?
- Może - uśmiechnęła się. - Oboje dobrze wiemy, że cię zniszczy.
- I oboje dobrze wiemy o Sussie.
Przystąpiłem z nogi na
nogę, a moje ręce zaczynały się pocić. Denerwowałem się tym, że ona wie
aż tyle. Uśmiech na jej twarzy był coraz większy, a ja sam miałem
wrażenie, że to nie koniec. Ona chciała mnie zniszczyć i oddalić od Zoe.
- Dlaczego jej nie powiedziałaś? - spytałem ciszej.
- Czekam na odpowiedni moment.
- Jesteś suką.
- Naprawdę? - zaśmiała się. - Może i jestem, ale ja w odróżnieniu od ciebie chce dobrze dla mojej przyjaciółki.
- Ona mnie kocha.
- Wszystko można zmienić, Niall.
Odeszła i zostawiła po
sobie jedynie cichy śmiech. Nie sądziłem, że człowiek może być aż tak
zły i pełny nienawiści do drugiej osoby.
Lekki wiatr owiał moje ciało. Czułem, jak z nieba spadają pojedyncze kropelki zimnego deszczu. Ludzie szli w stronę budynku, ale nie wszyscy. Jednak postać stała skulona na moście. Jej postura wydawała się być znajoma. Dziewczyna miała na sobie długą czarną sukienkę, która lekko powiewała na wietrze. Wydawała się być smutna, chociaż nie widziałem jej twarzy. Lekko ocierała dłonią swoją zmarzniętą rękę. Zrobiłem kilka kroków w jej stronę i zacząłem się denerwować. Nie miałem pojęcia, co chce jej powiedzieć. Bałem się tego, co może wyjść z moich ust, a może bałem się upokorzenia, które stawało się coraz bardziej silniejsze? To także było jednym z tych powodów dla których nie chciałem z nią rozmawiać. Stawiałem stopy na starych deskach. Woda delikatnie uderzała o most, a Zoe nadal stała w bezruchu. Kiedy byłem blisko jej drobnego ciała, zawahałem się. Już nie wiedziałem, czy chce jej powiedzieć prawdę. Ona odwróciła się. Jej twarz była pozbawiona wszelkich emocji. Patrzyła się na mnie z zimnym, a nawet lodowatym spojrzeniem. Tak jakby wiedziała o wszystkim złym, co zrobiłem.
- Jesteś - powiedziała cicho. Odwróciła się z powrotem, a jej twarz skierowała się w stronę pustego jeziora. - Wiedziałam, że przyjdziesz.
- Skąd ta pewność?
- Kochasz mnie - powiedziała szeptem. - Bo kochasz prawda?
Nie zdążyłem odpowiedzieć. Swoje małe dłonie zarzuciła na moją szyje, a sama stanęła na czubkach swoich butów. Jej twarz stykała się z moją. Czułem miętowy oddech zmieszany z alkoholem. Odbijał się od moich ust. W ciszy, która była między naszą dwójką można było wiele usłyszeć. Jej bijące serce, czy też nie równy oddech. Oczy powoli robiły się szklane, a po policzkach ściekały łzy. Ale ona się tylko uśmiechała. Miała lekki uśmiech, który rozpromienił jej twarz.
- I nigdy nie zranisz?
- Co to za pytanie?
- Odpowiedz.
- Nie zranię - skłamałem. Już to zrobiłem.
Zoe's POV
Od całego zamieszania minęło kilka dni. Każdy był zadowolony, a przynajmniej tak mi się wydawało. Pewnego popołudnia, byłam umówiona z Liz w jednej z knajpek. Zachowywała się dosyć dziwnie, co nie do końca mi się podobało.
Zajęłam miejsce w rogu sali, gdzie był najmniejszy tłum. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, ludzie zajmowali się sobą, co mi się podobało. Wyjęłam z torby swój telefon i położyłam na drewnianym stoliku. Czekałam na wiadomość od Nialla, On także był dość podejrzany, ale nie wtrącałam się w to. Może oboje mieli zły dzień?
Drzwi od knajpki otworzyły się, informując o tym wszystkich dookoła. Do środka weszła Liz, która nie wyglądała na szczęśliwą. Jej włosy były w nieporządku. Sterczały na każdą możliwą stronę, co nie było do niej podobne. Makijaż był niedokładny, a ona sama przysiadła się do stolika z wielkim hukiem.
- Sarah ma problemy - powiedziała na wstępie Liz.
- Co się dzieje?
- Harry, to on jest problemem - westchnęła lekko. - Kiedy ostatnio widziałaś ją w szkole?
- Nie wiem.
- Harry jest na haju - powiedziała dobitnie. - A ona razem z nim, stacza się.
- Nie - pokiwałam głową. - Harry nie ćpie.
- Skąd ta pewność?
- Ja... ja nie wiem, ale to nie możliwe.
- Uwierz, że jednak możliwe - prychnęła. - Musisz mi pomóc.
- Co ja mogę zrobić?
- Pojedziesz z Niallem do tego miejsca gdzie zazwyczaj się spotykają i po prostu przyłapiesz ich na gorącym uczynku.
- Co takiego? - spojrzałam na nią oburzona. - Nie zrobię tego. On jest czysty.
Spuściła wzrok i patrzyła się w pustą przestrzeń. Wyglądała na załamaną, tak jakbym odebrała jej jakąkolwiek szanse na poznanie prawdy, czy też pomoc. Zaczęłam przyglądać się swoim czerwony paznokciom i wtedy mnie olśniło. Słowa Zayna o tym, że Harry zaszedł mu za skórę, czy też wcześniejsza sytuacja z Niallem i narkotykami, które właśnie dał mu chłopak. Może faktycznie Styles miał wiele za skórą? Był tylko jeden sposób, aby się o tym dowiedzieć.
- Zrobimy to dzisiaj - powiedziałam po chwili. - Ale tylko za zgodą Nialla.
- Dziękuję - spojrzała z wdzięcznością.
***
Ubrani w ciemne ubrania z poważną miną, stali na przeciwko mnie przy aucie Lee. Ona także była wciągnięta ze względu, że jako jedyna miała dostęp do auta. Niall nadal był w potrzasku przez rodziców i nie miał do niego dostępu. Było mi jego szkoda, ale śmiesznie wglądał kiedy prosił o kluczyki do nie swojego samochodu. Kiedy wsiedliśmy do pojazdu, każdemu zostały przydzielone zadania. Mieliśmy dowiedzieć się jak najwięcej.
Droga do miejsca w którym miał być Harry nie trwała zbyt długo. Zatrzymaliśmy się przed budynkiem, w którym najwidoczniej trwała dobra impreza. Głośna muzyka, krzyki i śmiechy ludzi. Nie wchodziliśmy wszyscy razem. Najpierw weszła Lee, a zaraz za nią ja z Niallem. Liz miała dołączyć na samym końcu. W środku roiło się od tłumu nieznajomych i pijanych ludzi. Śmiali się, a woń alkoholu unosiła się w powietrzu.
- Znajdźmy Harrego - powiedział Niall.
- Rozdzielmy się - zwróciłam się do niego, a on tylko ścisnął moją dłoń jeszcze mocniej. Uśmiechnął się szeroko i pociągnął w swoją prawą stronę. - Niall.
- Nie zostawię cię na pastwę tych ludzi - prychnął. - Oni są pod wpływem, a ty wyglądasz zbyt kusząco.
- Sugerujesz coś?
- Tylko to, że mogą nad sobą nie dać rady zapanować.
- A ty?
- Uwierz mi też to wychodzi dość ciężko.
Zaśmiałam się pod nosem, a on tylko odwrócił się w drugą stronę. Byłam pewna, że jego policzki są w tym momencie całe czerwone, ale myliłam się.
- Możemy się czegoś napić? - spytałam.
- W takim razie idziemy - uśmiechnął się.
Mieli nawet swój własny barek. Stała za nim dziewczyna o blond włosach. Uśmiechała się do Nialla, jak jakaś hipokrytka. Nachylała się nad nim, podając napój, a dzięki czemu widać było jej cały biust. Podała alkohol, który w krótkim czasie wypełnił mój żołądek. Poczułam, jak moje ciało płonie, co było dość miłym uczuciem.
- Chce jeszcze raz to samo - powiedziałam do dziewczyny na co skinęła głową.
- A potem idziemy szukać Harrego, tak? - spojrzał na mnie Niall.
- Tak - uśmiechnęłam się, wypijając kolejnego drinka.
Chodziliśmy po hali, szukając chłopaka. Miałam wrażenie, że od nas ucieka, albo po prostu zdążył opuścić to miejsce. Niestety Niall był innego zdania i to chyba jemu najbardziej zależało aby z nim porozmawiać. Może czuł się za niego odpowiedzialny, choć w najmniejszym stopniu?
Zatracona w rytm muzyki, zgubiłam chłopaka. Odszedł w innym kierunku, a ja zostałam sama na środku parkietu. Dookoła mnie skakali ludzie i bawili się bez umiaru. Ich ciała były spocone. Ocierali się o siebie, popijając alkohol z czerwonych kubeczków.
- Hej - usłyszałam męski głos. - Zoe, prawda?
Mężczyzna stał tuż za mną. Jego dłoń delikatnie gładziła moje plecy, a sam podchodził coraz bliżej. Granica między nami się zmniejszała, a ja nie wiedziałam, czy to dobre.
- Kim jesteś? - chciałam go zobaczyć, ale sam to uniemożliwił.
- Przyjaciel - szepnął do mojego ucha.
- Pamiętam moich przyjaciół, a ty do nich nie należysz - powiedziałam otwarcie. - Więc spytam jeszcze raz, kim jesteś?
- Tańcz! - krzyknął i zaczął skakać razem z innymi. Ruszali się w rytm muzyki, a ja stałam w martwym punkcie nie wiedząc co się dzieje. Położył dłoń na moim brzuchu, przyciągając mnie do siebie. Był bezpośredni.
- Co ty do cholery robisz?
- Dobrze się bawię.
- Puść - syknęłam.
Zrobił to o co prosiłam, a raczej kazałam. Odwróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni i mogłam dostrzec szeroki uśmiech na jego idealnej twarzy. Czekoladowe oczy, brązowe włosy i wysoka postura chłopaka zrobiły ze mnie niemowę. Był ideałem mężczyzny, który przecież nie istnieje.
- Napijesz się? - spytał śmiejąc się, a ja tylko skinęłam głową. Jego czerwony kubek zetknął się z moimi wargami. Poczułam słodki smak, wymieszany z goryczą alkoholu. To było coś dobrego. - Śmiało, do dna.
I tak zrobiłam. Wypiłam cały trunek, po którym poczułam lekkość i odwagę, której mi i tak nie brakowało. Czułam się, jak nigdy wcześniej.
- Tańcz! - krzyknęłam, skacząc z innymi ludźmi.
_______
W bohaterach możecie znaleźć FELIKSA !
KOLEJNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ JEŚLI BĘDZIE 5 KOMENTARZY!
Lekki wiatr owiał moje ciało. Czułem, jak z nieba spadają pojedyncze kropelki zimnego deszczu. Ludzie szli w stronę budynku, ale nie wszyscy. Jednak postać stała skulona na moście. Jej postura wydawała się być znajoma. Dziewczyna miała na sobie długą czarną sukienkę, która lekko powiewała na wietrze. Wydawała się być smutna, chociaż nie widziałem jej twarzy. Lekko ocierała dłonią swoją zmarzniętą rękę. Zrobiłem kilka kroków w jej stronę i zacząłem się denerwować. Nie miałem pojęcia, co chce jej powiedzieć. Bałem się tego, co może wyjść z moich ust, a może bałem się upokorzenia, które stawało się coraz bardziej silniejsze? To także było jednym z tych powodów dla których nie chciałem z nią rozmawiać. Stawiałem stopy na starych deskach. Woda delikatnie uderzała o most, a Zoe nadal stała w bezruchu. Kiedy byłem blisko jej drobnego ciała, zawahałem się. Już nie wiedziałem, czy chce jej powiedzieć prawdę. Ona odwróciła się. Jej twarz była pozbawiona wszelkich emocji. Patrzyła się na mnie z zimnym, a nawet lodowatym spojrzeniem. Tak jakby wiedziała o wszystkim złym, co zrobiłem.
- Jesteś - powiedziała cicho. Odwróciła się z powrotem, a jej twarz skierowała się w stronę pustego jeziora. - Wiedziałam, że przyjdziesz.
- Skąd ta pewność?
- Kochasz mnie - powiedziała szeptem. - Bo kochasz prawda?
Nie zdążyłem odpowiedzieć. Swoje małe dłonie zarzuciła na moją szyje, a sama stanęła na czubkach swoich butów. Jej twarz stykała się z moją. Czułem miętowy oddech zmieszany z alkoholem. Odbijał się od moich ust. W ciszy, która była między naszą dwójką można było wiele usłyszeć. Jej bijące serce, czy też nie równy oddech. Oczy powoli robiły się szklane, a po policzkach ściekały łzy. Ale ona się tylko uśmiechała. Miała lekki uśmiech, który rozpromienił jej twarz.
- I nigdy nie zranisz?
- Co to za pytanie?
- Odpowiedz.
- Nie zranię - skłamałem. Już to zrobiłem.
Zoe's POV
Od całego zamieszania minęło kilka dni. Każdy był zadowolony, a przynajmniej tak mi się wydawało. Pewnego popołudnia, byłam umówiona z Liz w jednej z knajpek. Zachowywała się dosyć dziwnie, co nie do końca mi się podobało.
Zajęłam miejsce w rogu sali, gdzie był najmniejszy tłum. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, ludzie zajmowali się sobą, co mi się podobało. Wyjęłam z torby swój telefon i położyłam na drewnianym stoliku. Czekałam na wiadomość od Nialla, On także był dość podejrzany, ale nie wtrącałam się w to. Może oboje mieli zły dzień?
Drzwi od knajpki otworzyły się, informując o tym wszystkich dookoła. Do środka weszła Liz, która nie wyglądała na szczęśliwą. Jej włosy były w nieporządku. Sterczały na każdą możliwą stronę, co nie było do niej podobne. Makijaż był niedokładny, a ona sama przysiadła się do stolika z wielkim hukiem.
- Sarah ma problemy - powiedziała na wstępie Liz.
- Co się dzieje?
- Harry, to on jest problemem - westchnęła lekko. - Kiedy ostatnio widziałaś ją w szkole?
- Nie wiem.
- Harry jest na haju - powiedziała dobitnie. - A ona razem z nim, stacza się.
- Nie - pokiwałam głową. - Harry nie ćpie.
- Skąd ta pewność?
- Ja... ja nie wiem, ale to nie możliwe.
- Uwierz, że jednak możliwe - prychnęła. - Musisz mi pomóc.
- Co ja mogę zrobić?
- Pojedziesz z Niallem do tego miejsca gdzie zazwyczaj się spotykają i po prostu przyłapiesz ich na gorącym uczynku.
- Co takiego? - spojrzałam na nią oburzona. - Nie zrobię tego. On jest czysty.
Spuściła wzrok i patrzyła się w pustą przestrzeń. Wyglądała na załamaną, tak jakbym odebrała jej jakąkolwiek szanse na poznanie prawdy, czy też pomoc. Zaczęłam przyglądać się swoim czerwony paznokciom i wtedy mnie olśniło. Słowa Zayna o tym, że Harry zaszedł mu za skórę, czy też wcześniejsza sytuacja z Niallem i narkotykami, które właśnie dał mu chłopak. Może faktycznie Styles miał wiele za skórą? Był tylko jeden sposób, aby się o tym dowiedzieć.
- Zrobimy to dzisiaj - powiedziałam po chwili. - Ale tylko za zgodą Nialla.
- Dziękuję - spojrzała z wdzięcznością.
***
Ubrani w ciemne ubrania z poważną miną, stali na przeciwko mnie przy aucie Lee. Ona także była wciągnięta ze względu, że jako jedyna miała dostęp do auta. Niall nadal był w potrzasku przez rodziców i nie miał do niego dostępu. Było mi jego szkoda, ale śmiesznie wglądał kiedy prosił o kluczyki do nie swojego samochodu. Kiedy wsiedliśmy do pojazdu, każdemu zostały przydzielone zadania. Mieliśmy dowiedzieć się jak najwięcej.
Droga do miejsca w którym miał być Harry nie trwała zbyt długo. Zatrzymaliśmy się przed budynkiem, w którym najwidoczniej trwała dobra impreza. Głośna muzyka, krzyki i śmiechy ludzi. Nie wchodziliśmy wszyscy razem. Najpierw weszła Lee, a zaraz za nią ja z Niallem. Liz miała dołączyć na samym końcu. W środku roiło się od tłumu nieznajomych i pijanych ludzi. Śmiali się, a woń alkoholu unosiła się w powietrzu.
- Znajdźmy Harrego - powiedział Niall.
- Rozdzielmy się - zwróciłam się do niego, a on tylko ścisnął moją dłoń jeszcze mocniej. Uśmiechnął się szeroko i pociągnął w swoją prawą stronę. - Niall.
- Nie zostawię cię na pastwę tych ludzi - prychnął. - Oni są pod wpływem, a ty wyglądasz zbyt kusząco.
- Sugerujesz coś?
- Tylko to, że mogą nad sobą nie dać rady zapanować.
- A ty?
- Uwierz mi też to wychodzi dość ciężko.
Zaśmiałam się pod nosem, a on tylko odwrócił się w drugą stronę. Byłam pewna, że jego policzki są w tym momencie całe czerwone, ale myliłam się.
- Możemy się czegoś napić? - spytałam.
- W takim razie idziemy - uśmiechnął się.
Mieli nawet swój własny barek. Stała za nim dziewczyna o blond włosach. Uśmiechała się do Nialla, jak jakaś hipokrytka. Nachylała się nad nim, podając napój, a dzięki czemu widać było jej cały biust. Podała alkohol, który w krótkim czasie wypełnił mój żołądek. Poczułam, jak moje ciało płonie, co było dość miłym uczuciem.
- Chce jeszcze raz to samo - powiedziałam do dziewczyny na co skinęła głową.
- A potem idziemy szukać Harrego, tak? - spojrzał na mnie Niall.
- Tak - uśmiechnęłam się, wypijając kolejnego drinka.
Chodziliśmy po hali, szukając chłopaka. Miałam wrażenie, że od nas ucieka, albo po prostu zdążył opuścić to miejsce. Niestety Niall był innego zdania i to chyba jemu najbardziej zależało aby z nim porozmawiać. Może czuł się za niego odpowiedzialny, choć w najmniejszym stopniu?
Zatracona w rytm muzyki, zgubiłam chłopaka. Odszedł w innym kierunku, a ja zostałam sama na środku parkietu. Dookoła mnie skakali ludzie i bawili się bez umiaru. Ich ciała były spocone. Ocierali się o siebie, popijając alkohol z czerwonych kubeczków.
- Hej - usłyszałam męski głos. - Zoe, prawda?
Mężczyzna stał tuż za mną. Jego dłoń delikatnie gładziła moje plecy, a sam podchodził coraz bliżej. Granica między nami się zmniejszała, a ja nie wiedziałam, czy to dobre.
- Kim jesteś? - chciałam go zobaczyć, ale sam to uniemożliwił.
- Przyjaciel - szepnął do mojego ucha.
- Pamiętam moich przyjaciół, a ty do nich nie należysz - powiedziałam otwarcie. - Więc spytam jeszcze raz, kim jesteś?
- Tańcz! - krzyknął i zaczął skakać razem z innymi. Ruszali się w rytm muzyki, a ja stałam w martwym punkcie nie wiedząc co się dzieje. Położył dłoń na moim brzuchu, przyciągając mnie do siebie. Był bezpośredni.
- Co ty do cholery robisz?
- Dobrze się bawię.
- Puść - syknęłam.
Zrobił to o co prosiłam, a raczej kazałam. Odwróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni i mogłam dostrzec szeroki uśmiech na jego idealnej twarzy. Czekoladowe oczy, brązowe włosy i wysoka postura chłopaka zrobiły ze mnie niemowę. Był ideałem mężczyzny, który przecież nie istnieje.
- Napijesz się? - spytał śmiejąc się, a ja tylko skinęłam głową. Jego czerwony kubek zetknął się z moimi wargami. Poczułam słodki smak, wymieszany z goryczą alkoholu. To było coś dobrego. - Śmiało, do dna.
I tak zrobiłam. Wypiłam cały trunek, po którym poczułam lekkość i odwagę, której mi i tak nie brakowało. Czułam się, jak nigdy wcześniej.
- Tańcz! - krzyknęłam, skacząc z innymi ludźmi.
_______
W bohaterach możecie znaleźć FELIKSA !
KOLEJNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ JEŚLI BĘDZIE 5 KOMENTARZY!
niedziela, 20 września 2015
Rozdział 23
* dwa tygodnie później*
/rozdział nie sprawdzony, mogą pojawić się błędy
Zoe’s POV
Siedziałam na zimnym krześle. Czułam przeszywające zimno, ale nie
chciałam się odezwać. Wolałam poczekać, jak powiedział. Światła co jakiś czas
mrugały, a na korytarzu nie było żywej duszy. W końcu była noc, a większość z
pacjentów spała. Spojrzałam na zamknięte drzwi do których jakiś czas temu weszła
moja matka i coraz bardziej się o nią bałam. Nie miałam pojęcia, co jej robili,
ale skoro nie krzyczała to wszystko było dobrze, prawda?
– Wracamy.
Ojczym
pojawił się nagle obok mnie, a jego mina nie była najweselsza. Patrzył na mnie,
jak miał w zwyczaju i lekko szarpnął za rękę. Wstałam z krzesła, a on pociągnął
mnie dalej.
– A mama?
– Zostaje –
warknął.
– Ale...
–
Powiedziałem, że zostaje.
Trzymał mnie
za nadgarstek, który z każdą chwilą bolał jeszcze bardziej. Nie odzywałam się,
wiedziałam, że nic to nie da. Doszliśmy do windy, a potem weszliśmy do środka.
Nacisnął guzik z odpowiednim piętrem, a potem kucnął obok mnie. Przytrzymał
moją głowę i zaczął mówić.
– Nikomu nic
nie powiesz – stwierdził łagodnie. – Inaczej twoja mamusia poleży tutaj o wiele
dłużej.
– Boli?
– Co?
– Boli ją?
– Zasłużyła
sobie na ból, kochanie – parsknął.
Wstał z
powrotem i kiedy winda się otworzyła, pociągnął mnie za sobą. Nie odezwał się
więcej ani słowem, a ja o nic nie pytałam. Trzymałam język za zębami i nigdy
nikomu nie powiedziałam, co się stało. To był tylko niefortunny wypadek, przez
który wylądowała w szpitalu.
– Dolać ci soku?
Skupiłam się na zdjęciu, które
stało na półce. Było oprawione w czarną ramkę, a na niej wisiał złoty łańcuszek
z literką "H". Sarah wyglądała pięknie w czerwonej sukience, a Harry
obejmował ją w talii. Wyglądali uroczo.
– Mam wrażenie, że ostatnio
mnie olewasz – warknęła Sarah. – Zoe!
– Nie wiedziałam, że jesteście
razem – odpowiedziałam, nawiązując do sytuacji ze Stylesem.
– Bo nie jesteśmy.
– Ten łańcuszek jest od niego?
– Tak, ale nie jesteśmy razem,
okej?
Widziałam po jej minie, że
jest zdenerwowana. Jej ruchy były specyficzne i za wszelką cenę próbowała
zmienić temat. Nie wnikałam. Po prostu starałam się jej słuchać i nie myśleć o
swoich nieistotnych problemach.
– Będziesz jutro, prawda?
– Tak – przytaknęłam.
Tak na prawdę nie miałam
ochoty iść na ślub ojca bliźniaczek, ale nie mogłam odmówić, zwłaszcza jednej z
nich. Umówiłyśmy się na jutrzejszy dzień i po dwóch godzinach rozmowy wyszłam z
jej domu. Chód owiał moje gołe ramiona, a niebo wyglądało na zachmurzone.
Zaczęłam iść przed siebie, ale coś mnie zaniepokoiło. Znajomy samochód stał tuż
pod bramą. Właściciel siedział w środku i za pewne palił kolejnego papierosa z
drugiej już paczki. Podeszłam bliżej i zapukałam w szybę, która się otworzyła.
Zayn uśmiechnął się nieśmiało i przełknął ślinę na tyle głośno, że się
wystraszyłam.
– Wsiadaj, musisz mi pomóc.
– W czym? – spytałam od razu.
– Raczej z kim.
Wysiadł z auta i przydeptał
peta ciężkim obuwiem. Okrążył je dookoła i podszedł do mnie. Wydawał się być
zmartwiony, a zarazem wkurzony. Jego żyły na szyi naprężały się, a to mnie
przeraziło. Odsunęłam się więc do tyłu, a on od razu otworzył drzwi do
samochodu i kazał mi wsiąść. Nie dyskutowałam. Usiadłam na skórzanym siedzeniu
i usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi. Od razu zapięłam pasy, przygotowana
na szybką jazdę.
– Jesteś z Niallem? – spytał,
kiedy ruszyliśmy.
– Nie wiem – wzruszyłam
ramionami. – To skomplikowane.
– On cię lubi, nawet bardzo.
Wyprzedzaliśmy samochody jak
głupi, a raczej Zayn wyprzedzał. Ja tylko siedziałam obok i próbowałam
normalnie oddychać.
– I jest totalnym dupkiem, Zoe
– dodał Malik. – Chce się ścigać z Feliksem.
– Z kim? – zwróciłam się do
niego.
– Feliks jest zawodowcem. To
on wybrał trasę i ona nie jest dla takich amatorów jak twój kochaś. Może
umrzeć, jeśli go nie powstrzymasz.
– Od kiedy się o niego
martwisz? A zresztą, skąd to zainteresowanie tamtymi ludźmi? Myślałam, że nie
obracasz się w ich towarzystwie.
– Obracasz – prychnął. – A dla
twojej informacji interesuje się nimi od kiedy Harry zaszedł mi za skórę.
– Styles?
– Po prostu go stamtąd
zabierz, ja się zajmę resztą.
Kilka minut zajęło nam, aby
dostać się na miejsce. Nigdy wcześniej tu nie byłam. Tłum ludzi, zgromadzonych
przy wielkim moście i kontenery, które za pewne stały tu całą wieczność. Zayn złapał
mnie za dłoń i zaczął za sobą ciągnąć. Przechodziliśmy obok pijanych ludzi,
którzy na coś czekali. Każdy z nich był podjarany i miałam wrażenie, że tylko
we mnie siedziało przerażenie tym wszystkim.
– Gdzie on jest?
– Na starcie, Zoe.
Dotarliśmy na sam początek.
Tłum ludzi się zakończył i dopiero po odwróceniu się dostrzegłam, jak wielu ich
jest. Przed nami stały cztery motory, a na nich siedzieli mężczyźni. Poznałam
jednego z nich. Stara kurtka Nialla była do rozpoznania. Siedział tyłem do mnie
i przygotowywał się do startu. Ruszyłam w jego stronę, a serce waliło mi jak
oszalałe. Nie miałam pojęcia, co mam mu powiedzieć. Po prostu stanęłam tuż
obok, a on się przeraził. Spojrzał na mnie przez odsłoniętą szybkę w kasku i
nie wiedział, co ma zrobić. Szczerze? Ja także.
– Co ty tu robisz?
Ściągnął kask z głowy, a
następnie staną tuż obok mnie. Był zdenerwowany, a ja chyba byłam tego powodem.
W jego oczach widziałam przerażenie i niepokój.
– Chodź.
Jego dłoń ścisnęła lekko moją
i ruszył przed siebie. Po chwili staliśmy przy starym kontenerze. Moje ciało
opierało się o metal, a on stał naprzeciwko.
– Nie jedź – powiedziałam
ostro. – Proszę, nie jedź.
– To nie takie proste –
fuknął. – I dalej nie odpowiedziałaś mi, co tutaj robisz.
– Przyjechałam cię odwieść od
tego głupiego pomysłu.
– Widziałaś już jak się
ścigam, więc nie rozumiem tego całego zamieszania.
– Słyszysz samego siebie?
– Tak i powinienem już iść.
Odwrócił się w drugą stronę,
gdzie dostrzegłam machającego do niego Stylesa. Stał obok jego motoru i za
pewne się niecierpliwił.
– Nie chce, aby coś ci się
stało – powiedziałam cicho. – Nie mam zamiaru odwiedzać cię w szpitalu i
patrzeć jak cierpisz.
– Co ty wygadujesz? – zaśmiał
się niepewnie. – Nic takiego nie będzie miało miejsca.
Jego kciuk otarł mój zimny
policzek. Zbliżył się do mojego ciała i po chwili przytulił. To był
zdecydowanie najlepszy gest z jego strony. Moje czoło oparło się o jego klatkę
piersiową, a z oczu popłynęły pojedyncze łzy. Staliśmy tak przez chwilę, a
potem delikatnie pocałował mnie w usta. Zrobił coś, czego na prawdę się nie
spodziewałam.
– Wrócę, obiecuję –
powiedział, a potem się oddalił. Na jego głowie znalazł się kask, a na dłoniach
specjalne rękawiczki. Nie trwało to długo zanim odjechali. Usłyszałam strzał
pistoletu, a potem pisk opon. Tłum ludzi zaczął krzyczeć z zachwytu, a ja
patrzyłam na nich wszystkich z przerażeniem.
– Co teraz? – krzyknęłam do
Malika.
– Miejmy nadzieję, że wróci
tylko z połamaną ręką.
– Co?
– Feliks to mściwy człowiek, a
Niall jest na jego pieprzonej liście.
– Skąd znasz Harrego? –
Spytałam nagle.
– Z klubu – uśmiechnął się. –
Ale nie chcesz wiedzieć w jaki sposób go poznałem.
– Chce, a ty mi powiesz.
– Może kiedyś – wzruszył
ramionami. – Ale jeśli Niall nie wróci...
– Przestań – przerwałam mu. –
Obiecał, a on dotrzymuje słowa.
– Ty go naprawdę lubisz, Zoe.
Nie miałam dłużej ochoty z nim
rozmawiać. Wypatrzyłam w tłumie Harrego i to obok niego chciałam poczekać na
Nialla. Znał się na tym o wiele bardziej niż Zayn i mógł mi powiedzieć, co tak
naprawdę może się stać. Podeszłam do niego i w jednej chwili poczułam coś
dziwnego.
– Zoe – przywitał się ze mną,
a ja od razu poczułam zapach alkoholu zmieszany z papierosami.
– Kto to Feliks? – spytałam, odsuwając
się od niego.
– Stary znajomy.
– Co zrobił mu Niall? –
Zdawałam kolejne pytania.
– Był od niego lepszy w
wyścigach, a potem skorzystał z propozycji, którą Niall odrzucił. Wkurzał
się, że to właśnie jemu zaproponowano kontrakt.
– Niall wróci tak? Cały
i zdrowy.
– Chcesz piwa? – spytał
olewając moje wcześniejsze pytanie.
– Odpowiedz.
– Mamy jeszcze wódkę.
– Harry! – Wrzasnęłam.
– Trasa jest trudna. Będą
jechać łeb w łeb, wszystko może się stać.
– Dlaczego pozwoliłeś mu
pojechać?! – krzyknęłam.
Patrzył na mnie z triumfalnym
uśmieszkiem na twarzy. Nie wyglądał na miłego gościa, który martwiłby się o
przyjaciół. Wyglądał raczej na takiego, który za wszelką cenę chce do czegoś
dobić. Usiadł na ławce i poklepał wolne miejsce obok. Usiadłam.
– Niall umie się ścigać i
wszyscy dobrze wiemy, że jest lepszy od Feliksa. Nie zatrzymywałem go, bo wiem
że to i tak by nic nie dało. On musi pokazać, że zasłużył na ten kontrakt
pierwszy, a nie Feliks.
– Jeśli coś mu się stanie,
będziesz pierwszą osobą do której będę miała pretensje – powiedziałam cicho. –
Udanej zabawy.
Usiadłam na jednej z wolnych
ławek, daleko od Stylesa. Nie słyszałam nic poza krzykiem ludzi, których nie
znałam. Po raz pierwszy odczuwałam strach o drugą osobę. Bałam się o niego i
nie umiałam sobie z tym poradzić. Malik usiadł obok mnie i odpalił papierosa.
Zaciągnął się raz, a porządnie, a potem podał go mi. Nie zastanawiałam się
długo. Po prostu wzięłam go do dłoni, a potem mocno się zaciągnęłam. Moje ramiona
wciąż były odkryte i dopiero teraz poczułam chłód, który zaczął przeszywać moje
ciało.
– Ile to jeszcze ma potrwać?
– Z tego co wiem, powinni już
wracać.
Skuliłam się i obserwowałam
miejsce do którego mają dotrzeć. Widoczna była biała kreska, która oznaczała
metę i ludzie, którzy stali po bokach.
– Z kim wybierasz się na bal?
Zayn wydawał się być
zaskoczony tym pytaniem, ale nie mogłam tak po prostu siedzieć w ciszy i liczyć
każdą sekundę. Przez to jeszcze bardziej się dłużyło, a ja dostawałam szału.
– Myślałem, że pójdziesz ze
mną, ale teraz kiedy jesteś z Niallem, sam nie wiem...
– Nie jesteśmy razem –
podsumowałam. – A poza tym on tak jakby miał już wcześniej plany, co do balu.
– To i tak nie zmienia faktu,
że powinien wziąć ciebie.
Oparłam się o jego ramię i
czekałam. Czułam, że mogę mieć w nim wsparcie. Zayn po raz kolejny podał
mi papierosa, a ja znów się nim zaciągnęłam. Wypuściłam dym z ust i nagle
zerwałam się z miejsca.
– Słyszysz?
– Karetka – stwierdził.
Harry rozmawiał przez telefon
idąc w kierunku swojego motocykla. Zaczęłam za nim biec, nie
zważając na nic innego.
– Co się dzieje? – Krzyknęłam
w jego stronę.
– Nie wiem.
– Jadę z tobą – stwierdziłam i
usiadłam na jego motorze. Nie miał nic przeciwko, a przynajmniej nic nie
mówił. Usiadł przede mną i podał jeden z dwóch kasków. Kiedy go nałożyłam on
ruszył, a wtedy przypomniałam sobie o alkoholu który pił. Miałam nadzieję
że nic się nie stanie.
W ciągu kilku minut,
dotarliśmy na miejsce. Karetka pogotowia stała otwarta, a ratownicy
klęczeli obok dwóch motorów, które prawdopodobnie się o siebie odbiły. Kiedy tylko
Harry się zatrzymał,
zajęłam kask i pobiegłam w
stronę wypadku. Bałam się tego, co mogę zobaczyć. Serce waliło mi jak oszalałe,
a sama z trudem powstrzymywałam płacz. Podeszłam bliżej ratowników i odczuwam
ulgę.
Tam nie było Nialla, tylko
nieznajomi mi mężczyźni. Jeden z nich był nieprzytomny, a drugi
przerażony.
– Gdzie jest Feliks? – usłyszałam
głos Harrego.
– Nadal się ścigają.
Zwróciliśmy w połowie, ale ktoś wjechał nam w drogę.
– Jak to wjechał? –
Warknął podirytowany Harry.
– Normalnie kurwa – wrzasnął.
Styles odpuścił. Odszedł do
motocykla i spojrzał na mnie. Nie miałam pojęcia co mam teraz zrobić.
– Zoe!
– Jestem wściekła – wrzasnęłam
do niego. – Wściekła na was wszystkich i mam was głęboko gdzieś. Te wasze
nielegalne wyścigi i to w jaki sposób siebie krzywdzicie.
Odwróciłam się na pięcie i
zaczęłam iść w stronę miasta. Nic mnie już nie obchodziło. Chciałam się znaleźć
w domu, iść spać i zapomnieć o tym wieczorze.
Owinęłam ręce wokół siebie i
próbowałam się rozgrzać. Wcale nie byłam mądra, nie zabierając żadnej
bluzy czy kurtki. Ale nawet się nie spodziewałam, że będę wracać po nocy do
domu. Z każdym krokiem oddalałam się od tego zdarzenia. Miałam daleko za sobą
ta całą szopkę.
Wyciągnęłam telefon i
zadzwoniłam do Zacka, miał po mnie przyjechać.
Warkot silnika zaniepokoił
mnie, ale się nie odwróciłam. Dalej szłam w kierunku miasta i nie zwracałam na
to uwagi. Motor stanął, a ja przyspieszyłam jeszcze bardziej. Nie miałam ochoty
na spory z Harrym.
– Zoe!
To nie był głos Stylesa.
Stanęłam jak wryta i zamknęłam na chwilę oczy. Policzyłam do trzech i znów je
otworzyłam.
– Wiem, co teraz myślisz
i masz rację – Niall mówił załamanym głosem. Słyszałam jak zmierza w moją
stronę, ale coś mi nie grało. Nie był to normalny chód. – Przepraszam.
Jego dłonie w mgnieniu oka znalazły
się na moich ramionach, lekko je masując. Głowę oparł na jednym z nich i
wypuścił powietrze ze swoich płuc.
– Powinnam się na ciebie
wściekać, właściwie byłam wkurzona, ale cieszę się że nic ci nie jest –
powiedziałam zgodnie z prawdą.
– Nie chciałem, aby tak to
wyszło.
– Wiem – odwróciłam się w jego
stronę i osłupiałam. – Niall, ty krwawisz.
Miał ranę na czole z której
widoczna była zaschnięta krew. Jego spodnie były rozdarte, a rana na
udzie prawdopodobnie była spowodowana upadkiem na ulicę.
– To nic takiego.
Zdjął swoją kurtkę i po chwili
założył ją na moje zimne ramiona. Patrzyłam się na niego z bólem w oczach. Nie
chciałam, aby cierpiał.
– Nie darowałabym sobie, gdybyś
nie wrócił – powiedziałam cicho. – Nie przeżyłabym tego.
– Mówiłem, że wrócę.
Jego dłoń oplotła moją, a na
jego twarzy pojawił się mały uśmiech.
– Z czego się cieszysz?
– Z tego, że ci na mnie zależy
i pewnie nie jesteś nawet tego świadoma.
– Po prostu się o ciebie bałam
– westchnęłam. – Wygrałeś?
– Nikt nie wygrał. Ratownicy
wezwali policję i na tym się skończyło.
– Bardzo dobrze.
Stanęłam na czubkach swoich
palców i zbliżyłam się do jego ust. Nie wahając się ani przez chwilę, szybko
przycisnęłam swoje usta do jego rozchylonych warg, łącząc je w głębokim
pocałunku.
– Za co to? – spytał
uśmiechnięty, a w jego policzkach pojawiły się urocze dołeczki.
– To na pocieszenie.
– Potrzebuje jeszcze –
szepnął.
Tym razem on zaczął pocałunek.
Jego usta muskały moje, a swoją dłoń umiejscowił na moim pośladku, lekko go
ściskając. Przy nim czułam się swobodnie i po raz pierwszy chciałam czegoś więcej,
nie bojąc się. Nasze oddechy były przyśpieszone, a oboje zaczęliśmy się śmiać.
Oparłam głowę o jego klatkę piersiową i mogłam usłyszeć głośno bijące serce.
– Musimy jechać do szpitala,
twoja noga...
– Jest w porządku – przerwał
mi.
– Nie, Niall.
– A było tak pięknie.
Czarne auto zatrzymało się
obok nas, a ostre światła biły po naszych oczach. Zack wysiadł z samochodu i
spojrzał na nas przerażony. Zaczął zadawać tysiące pytań, ale nie
odpowiadaliśmy na nie zgodnie z prawdą. Nie musiał wszystkiego wiedzieć.
~~
Długo mnie tu nie było, ale to tylko dlatego, że mój laptop jest w naprawie już dłuższy czas i nie zamierza stamtąd wrócić.
Co do rozdziału:
1. Jest to trochę wyrwane z kontekstu i pojawia się nowy bohater, który jak widzicie raczej nie będzie dobrym bohaterem.
Długo mnie tu nie było, ale to tylko dlatego, że mój laptop jest w naprawie już dłuższy czas i nie zamierza stamtąd wrócić.
Co do rozdziału:
1. Jest to trochę wyrwane z kontekstu i pojawia się nowy bohater, który jak widzicie raczej nie będzie dobrym bohaterem.
2. Co z Harrym? Wraca na złą drogę czy może przypuszczenia Zayna się nie sprawdzą?
3. I co najważniejsze: jak wam się podobają relację między Zoe i Niallem?
Ps. Pomysły na kolejne rozdziały? :)
HELP!
JAK WAM SIĘ PODOBA NOWY WYGLĄD BLOGA I ZWIASTUN (KLIK) ?
Ps. Pomysły na kolejne rozdziały? :)
HELP!
JAK WAM SIĘ PODOBA NOWY WYGLĄD BLOGA I ZWIASTUN (KLIK) ?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)